Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na śmierć wyście wysłali, ją mi się należy
Za ojca mieć drogiego i za skarb macierzy.
A przecież umierając za mnie, dziecię twoje,
Na schyłku swym jak piękne byłbyś stoczył boje,
Albowiem czas ci jeszcze przeznaczon li krótki.
Zaś ja, żyjący dalej, nie popadłbym w smutki
Sieroctwa... Wszelkie szczęście, jakie człek mieć może,
Tyś posiadł: Wszakżeś władał w tym królewskim dworze
Od młodu i następca wyrósł ci też we mnie,
Że chyba ci się lękać było nadaremnie,
Iż tron twój w razie śmierci bezdzietnej przypadnie
Obcemu. Trudno ci też powiedzieć, żem zdradnie
Twych lat sędziwych nie czcił i że z tej przyczyny
Nie chciałeś, aby dalej żyć mógł twój jedyny.
Rodziców nikt szanować nie umiałby więcej
I oto za ten ogrom miłości dziecięcej
Tak wy mnie dziś płacicie! O dziatwę się nową
Postaraj jak najprędzej, co siwą twą głową
Zajmować się tu zechce i ogarnie ciebie,
Gdy skończysz, i twe zwłoki uczciwie pogrzebie,
Ja tego nie uczynię tą ręką!... O ile
Od woli twej zawisło, ja leżę w mogile,
Lecz jeśli mnie kto inny wybawił z tej matni,
Swym ojcem zwać go będę i jak najdostatniej
O wiek się jego troszczyć. Ty obłudo świata!
Narzeka człowiek stary na zbyt długie lata
I umrzeć jest gotowy, lecz gdy przed obliczem
Śmierć stanie, to starości brzemię jest mu niczem.

PRZODOWNIK CHÓRU.

Przestańcie! Dość już mamy nieszczęścia, więc czemu
O synu, występujesz przeciw ojcu swemu?