Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HERAKLES.

Niezwykłą ci mnie pracą zawsze los obarczy,
Przetwarde i przegórne nakłada mi czyny,
Każący mi do walki Aresowe syny
Wyzywać, jako było z Lykaonem wprzódy,
A potem zaś z Kyknosem. Teraz nowe trudy
Czekają mnie z zaprzęgiem — zapasy to trzecie —
I z groźnym jego panem. Ale któż na świecie
Rzec może, iż Alkmeny syn się czegoś lęka,
Że drży na widok wroga Heraklesa ręka?

CHÓR.

O widzę, jest i pan nasz, Admetos! Porzucił
Pałacu swego progi i ku nam się zwrócił.

Zjawia się
ADMETOS.

Zawitaj, synu Zeusa, plemię Persejowe.

HERAKLES.

I ty, królu Tessalji! Szczęście na twą głowę!

ADMETOS.

O, chciałbym!... Wiem, że dla mnie życzliwość jest w tobie.

HERAKLES.

Dlaczego włos przystrzyżon? Przychodzisz w żałobie?

ADMETOS.

Dziś jeszcze martwy zewłok mam rzucić w mogiłę.

HERAKLES.

Niech Bóg od tego chroni twoje dziatki miłe.

ADMETOS.

Me dziatki, którem spłodził, żyją dotąd w domu.