Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz dłoń ma kruszec w dłoni mu rozkruszy!
W stolicy jego Grecy zrozpaczeni
Jedni bron chwycą mszcząc swe własne blizny,
Drudzy ocknieni na imię ojczyzny
Rozniosą ogień w państw jego przestrzeni
I wolność jasna powstanie – z płomieni!
Jest Grek zamożny – (to jeden ostatni!)
Którego dotąd nie złupił z majątku
Ze starych Rodzin Greckich, on w zakątku
Czeka na hasło! do broni! do broni!
Czeka na chwilę, gdzie w jedności bratniej
Kraj chwyci oręż, i w proch strąci kata
Co członki jego plótł w koło przez lata.
On nam poręka, w progach jego domu
Dojrzewa spisek w ciszy – po kryjomu...
Bracia! pomnicież? braciom tylko mogę
Odkryć najgłębsze tajnie serca tego –
Jam znów odszukał anioła mojego!...
W charemie Baszy znosząc żal i trwogę
Eufrozyna jak biała lilija
Kwitnie, lecz przy niej czuwa podła żmija, –
Bo Basza w tęsknem seraju więzieniu
Osadził wolną Greczynkę?... w cierpieniu
Przysiągłem za to ujrzeć głowę jego
U szczytu murów przeklętej stolicy!
Na imię moje, na imię dziewicy,
Kto ją tam utkwi w dzień hasła naszego?...
Ja! Ja! dokoła wrzasły wszystkie głosy,
Zemsta! gad w tysiąc części niech się zwije!
Do pustelnika Gabryel z tęsknotą
I wznosząc w górę wołają – niech żyje!
Do pustelnika Gabryel z tęsknotą
Rzekł starcze! ty nam będziesz błogosławił,
Na to cię Bóg tu w starości zostawił,
Byś ujrzał Grecyą młodą!... wolną! złotą!...
Jak była w dni swych słonecznym poranku –
Będą mój synu – sam wzniosę miecz krwawy,
W imieniu świętej, bo ojczystej sprawy!...