Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Słuchaj! niszczęsne dzisiaj przywiązanie
(Mnie niewolnika do stóp niewolnicy
Przykuło podle!) lecz źrenicą hardą
Ona pieszczoty, skarby, … łaski moje
Odrzuca dumnie, z bolesną pogardą
Odpycha serce, co innej dziewicy
Sercu by marzeń rozogniło zdroje!...
A ja jak dziecię słabe przy jej wzroku
Nie mam mej zwyklej potęgi i mocy –
Stracić ją!... nieraz w snach ponurej nocy
Wołam w wsciekłości, i lecę w jej progi,
Kindżał lub serce!... lecz władzą uroku
Spójrzawszy na mnie swych oczu błękitem
Wytrąca z dłoni żelazo… w tem oku
Ginę spojrzeniem słabszy od dziecięcia
Ja – com jej życia panem, wstyd mi słońca!
I nowiu wstyd mi z tem sercem przeszytem
A ona głucha, niema, aż do końca
Na głosy, skarby – wściekłości zaklęcia
Odwraca oczy i smutnem marzeniem
Goni po kwiatach… lub za gwiazd sklepieniem
Goni swych myśli rojem jak woń róży –
Chłopcze! Ty koniec uczynisz tej burzy,
Co miota sercem i piersią mi targa
O! na proroka – nie próżna ma skarga
Tak jak nieszczęsne moje miłowanie!...
Słuchaj – ta perła – ni w moim turbanie
Ani w kindżale – ni w skarbów mych rzędzie
Blasków łagodnych promieniem lśnić będzie
Ale ją wręczysz – wręczysz … w mem imieniu
Eufrozynie w Haremu ogrodzie,
I dziś młodzieńcze, o słońca zachodzie
Wejdziesz w ten ogród przy jej pieśni brzmieniu!...
Gdy muezinów pieśni miastem gonią,
Ona z gitarą w dłoni śpiewać zwykła,
Wtedy jej dźwięki jak perły się ronią,
Ogród oddycha w ciszy kwiatów wonią –
O tej godzinie – widzieć mnie przywykła…