Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


PIEŚŃ IV.

Do Loretańskiej bramy zapukało,
Skoro błysnęło pierwszym blaskiem rano,
U korytarza, (dla obrazu zwana
Co zawisł nad nią) otwarła się brama –
I siwy pielgrzym podróżą strudzony
Powitał mnichów słowy życzliwemi,
Prosząc o kącik miedzy mury temi,
Nim wypocząwszy ruszy w dalsze strony.
Ciągnął do Rzymu z krainy dalekiej
I długo gwarzył na swym kiju wsparty,
Aż snem zmożony przymknął swe powieki
I spał, spał długo, gdy psałterza karty
Z śpiewem pobożnie mnichy odwracały
I ranny pacierz do chóry śpiewały,
Wśród refektarza, gdzie na ścianach czarty
Kusiły świętą Antoniego postać
Pielgrzym się zbudził – lecz mocno strwożony
I ani chwili dłużej nie chciał zostać
Klasztorneż ze snu zbudziły go dzwony?...
Nie – on spał twardo – lecz nagle zbudzony
Zerwał się, jakby jakieś przypomnienia
Weń ugodziły, ujął kij pielgrzymi
I za gościnność słowy dziękczynnemi
Im błogosławiąc, rzekł: ku klasztorowi
Gdym szedł wśród burzy, gdy nie mylą oczy
Zda mi się, żem gdzieś widział na uboczy
Postać pielgrzyma, choć bardzo daleko
Pnącą się ponad śniegi, nad parowy,
I znikł mi z oczu sam – pod burz opieką –
Czy on nie zbłądził? Bo próżno wołałem,
Tylko me własne echo usłyszałem…
I z wichrem jakiś głuchy jęk odniosło…
I w ciszy moje przerażenie rosło –