Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/398

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chórem harmonii życia!... i do słońca
Przez mgły ramiona prężąc otoulone,
Rozrywa pereł sznur z szyji namiętnej
I ciska je na kwiatów sny zbudzone…
Uchodzi niema – we mgły zakwefiona
Po fali kłosów mknąc w tęsknocie smętnej,
Jak wieczna wszystkich wichrów narzeczona
Wieńcem zórz rannych śnieżnie zrumieniona,
Smętna za słońcem wyciąga ramiona…
A po niej rosa zostaje na kwiatach,
Jak perły sztuki na, umarłych światach,
Które rzuciła w kres dziejów daleki
Kiedy je miała opuścić – na wieki!...
A za nią płynie czarny orzeł sławy,
Niemy i wielki jak świat – czasem krwawy...
Nim ona świadczy się – że wśród nich była,
Choć są jak wodza porosła mogiła,
Na której pielgrzym, w dzieje patrząc, klęczy,
A swe ramiona drżące i znużone
Wzniósł ku wolności – też milionów tęczy –
Bo piorunami – tęcze wymodlone!...
O nie wątp bracie! orłem Bóg pasuje –
Ten duch największy – co za innych czuje!...



OBRAZEK.

J'entend le rossignolet! [1]
G. SAND. MOSAISTES.

Panicz ze dworu
I dziewczę z chaty,
W koto szum boru
W głębi Karpaty,
Ona. do niego coś szepcze, on do niej,
Słońce zachodzi...
I obraz skończony. – –



NIEMOWLĘCIU.

O drogie dziecię!
Idź przez to życie

  1. Przypis własny Wikiźródeł „J'entend le rossignolet!” – Słyszę młodego słowika!