Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/390

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


NORYMBERSKA LEGENDA.[1]
(O WICIE STWOSZU.)

Gdy zgasła światłość już w mistrza źrenicy,
Tak w jego duszy strasznie pociemniało,
Że nic już nie znał prócz śmierci tęsknicy
I coraz bardziej w nim się zasępiało...
Tęskno do grobu wam już kości moje!...
Powtarzał tylko, i milczał ponuro,
Ale daleko Polsko! łany twoje,
Przeto duch czarną okwefił się chmurą...
A jak ptak nocny wieczysta żałoba
W gorzkiem się mistrza sercu zagnieździła,
Że mu pokutą była każda doba,
I przeklął gwiazdę co prowadziła,
I przeklął orła co go niósł natchnieniem —
A zamilkł niemem boleści milczeniem,
(Co się uśmiechnie raczej niż zapłacze,
Bo łzy, ni słowa niemają rozpacze!)
A tylko czasem kazał się prowadzić
Do wrót Świętego Sebalda kościoła,
A do ołtarza umiał sobie radzić,
Sam — jakby wiodła go już dłoń anioła... —
Tam czarny Chrystus, bardzo rozbolały
Nad bole ziemi, z krzyża rozwarł ręce
Snać jego rany wtedy Cię bolały
Mistrzu! gdyś dłutem dał świadectwo męce!...
I tam mistrz raz w rok na ołtarzu stawał,
I wznosił ręce — drżącemi palcami
Dotykał twarz Chrystusa, z cierniami,
Jakby się badać — czy wspominać zdawał...
I wtedy cicho z pod ciemnej powieki,
Jak duża perła, łza mu upadała...
I westchnął: dzięki Ci ojcze na wieki!...
Że choć raz w rok ją źrenica spłakała —
I kiedy Chrysta dotykał się ciała,

  1. Opowiadał mi ją Norymberczyk.