Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I kląkł na stromej pod klasztorem skale
I chwilę milczał patrząc w Wisły fale
A potem znowu leciał – tak wesoły
Jak z ziemi w niebo – z powrotem – anioły!..



KRZYWY SĄD.


      Nowy rok błysnął – ludzie lata liczą
Dosiego roku jedni drugim życzą,
Lecz lud się ciżbą zbiegł w ulicy miasta
Zgiełk – pełno ludzi ciśnie się ciekawych
A w tłumie szepcze niewieście niewiasta
Co to kumoszko? toć sądy nieprawych?..
A tak ci pono – odrzekła kumoszka
Złodzieja sądzą – co ukradł w kościele
Złoty trzewiczek Panu Jezusowi –
Takie to młode a już się narowi!..
Oj nie mam, nie mam litości ni troszka
Dostał ci pieści i plag już nie mało
Lecz na złodzieja iście nie zawiele!..
Ale wśród tłumu smutne dziewczę stało
Z błękitnem okiem – w łzie słów tych słuchało
Milczcie! czyż chłopie to sieroce, małe
Co takie oko i czoło ma białe
Kraśćby i kłamać tak rano umiało?
Takby wysoko do krzyża dostało?..
I cichnie w tłumie – różnie szepczą różni,
Lecz chłopię młode tak do sędziów powie:
Kiedyście Panu sprawiedliwość dłużni
O wielkomożni moi wy sędziowie,
Jeźli sądzony za więzienia kratą
Życia nie jedno mam przesiedzieć lato,
Jeźli nie znacie przysięgi zaklęcia
To posłuchajcie tej proźby dziecięcia…