Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz dzisiaj – drżący jak trzcina rozchwiany
Poszedł już mdlejąc – i łzami zalany –
Padł na kolana przed czarnym obrazem
I patrząc w wierze Chrystusa oblicze
Pana, co w cierniach cierpiał ziemi bicze
Czuł, jak go wszystkie Chrysta ciernie razem
Bodły – że łzami zlały się oblicze...
Porwał za skrzypce – pociągnął po strunach
Że zdało mu się, iż czoło w piorunach
Płonie mu ogniem... a razem że w ciszy
Głosy anielskie w głębi piersi słyszy...
I sam nie wiedział jak długo w natchnieniu
Tak grał – zapomniał o wszelkiem cierpieniu
I już nie łaknął nic dla swego ciała –
Bo dusza w pieśni życiem się przelała –
W tem nagle spostrzegł, że Zbawiciel z krzyża
Ku niemu głowę w cierniach swoich zniża,
I z bolejącym uśmiechem do cnoty
Z lewej mu nogi zrzucił sandał złoty –
Zadrżało chłopię – i na twarz upadło
A zachwycenie duszę mu owładło.
Że w niemej ciszy nic nie wyrzekł Panu.
Prócz że go kocha z wszystkich sił żywota
A błogosławiąc jego życia ranu
Pan – kiedy nędzarz nie śmiał tknąć się złota,
Rzekl – weź to dziecię – masz, gdyś ufał w nieba
To dar od Boga – idź kup za to chleba!
I poszedł grajek, łzy otarł w łachmany
Pobieżył w miasto z dziecinną radością –
Że będzie odzież miał nową – i chlebem
Dzielić się z tylu biednemi – starością
I nędzą do tej ziemi pochylonym,
I był szczęśliwy jak ptaszę pod niebem
Leciał nad Wisłą z czołem rozjaśnionem
Kiedy na licu bladem i zbiedzonem
Jeszcze łez bolu wietrzyk nie osuszył –
On biegł – w tem dzwon pęknięty utopionych
Dzwon jękiem radość w duszy mu przygłuszył.