Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy w oczy twe patrzę zda mi się, że niebo,
Że ziemię znów widzę, o, moją najmilszą,
I że ją w piękności na chwilę odzyskam...
O próżno! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Bo czarne me losy od czasu, jak nitkę żywota
Mojego tu przędą trzy parki pracowne!...
Gdy przetną ją może w Hadesie szczęśliwy,
Twój cień gdzie napotkam w Elizyum dziewico!...


V.
ERATO.

     Zamilkł – i tony po tonach konały,
Tylko ostatnie głosem skargi drżały
W sercu i duszy Safony, w strząśnieniu –
Stary Terpander witał w rozrzewnieniu
Wygnańca, cytry dawno świadomego,
Matka witała gościa znużonego,
Leander podał mu z przyjaźnią dłonie,
Odtąd ich bratnie tuliły się skronie,
A Safo...
                Safo? … spytajcie dziewicy,
Albo książęcia spytajcie młodego,
O! nie, Erosa pytajcie ślepego,
O burze serca natchnionej lirnicy –
Gdy dłoń drży jego w jej pieszczonej dłoni,
Gdy się uśmiecha słodko nań patrząca,
To całe niebo czarów mu odsłoni –
Wołając: Safo moja fiołkowłosa!...
Słodko śmiejąca się!... w imię Erosa!...
Dusze ich splotły się, jak dwóch arf głosy,
Jak w włos Cerery uplecione kłosy –
Safo na próżno do snu tuli skronie
I na pościeli dzikie widzi mary,