Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Straszniejsza burza me łono paliła
Nie było groty, co by mnie ukryła
Przed nią – i los mój był nieszczęścia losem!
Kochałam głazy – i widziałam zgubę,
Co miała zniszczyć me krainy lube!...
Kędy najpierwsze wieńce uplatałam
I pierwszych ofiar stosy podpalałam! –
A dziś – runęły i ludy i Bogi,
A tu ciemności tej groty złowrogiej –
Patrz z ducha Grecyi – co tutaj zostało –
Ta urna! a w niej – popiołu nie mało!...
I przed niememi padłem popiołami,
Płacząc geniuszu, co usnął w narodzie,
Grota się trzęsła błyskawic grzmotami,
Jam klęczał milcząc . . . . . . . . . . . .
I czułem, jak mi na głowie złożyła
Rękę żelazną – co skroni ciężyła –
Lecz z niej mi razem rosła jakaś siła – – !
Długom się modlił boleścią zadumy
Przy tej łzawnicy, wieków popielnicy,
Co strzegły straże smutnej gołębicy –
O Grecyo! Grecyo!... wdowia matko sławy!...
Matko geniuszów!... ty posągu łzawy
Gdyby nie Polka na świat mnie rodziła,
Gdyby nie Polski gwiazda mi świeciła,
O urnę twoich popiołów bym chętnie
Strzaskał tę arfę bolesną namiętnie,
O światach światów – i jasnym błękicie!...
W mgieł twych bym błądził pajęczem spowiciu,
Zapomniał, że jeszcze jest jakieś życie!...
I urnę w silne porwałem ramiona
I coraz silniej cisnąłem do łona –
Że mi pękała pierś straszną rozpaczą
Ludów – co drogę nędzą ducha znaczą,
A mają wielkie « wczoraj » nad swych Bogów –
I pokarlały u przyszłości progów!...