Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


                                        W nieśmiertelność!
Tu burza wszystkie wichry rozpętała –
Tak że mnie w wielką jaskinię zagnała –
Wchodzę – w ciemnościm stanął – i sklepienie
Stalaktytowe gubiło się w głębi –
W toń błyskawicy zapadło łyśnienie,
I w grocie kilka ujrzałem gołębi,
Na wielkiej urny alabastrze śpiące,
Jak dusze wieszcze – zaklęte, milczące –
Urna ta w środku na kolumnie stała,
I wśród ciemności gwiazdą się być zdała –
Przy niej niewiasty cień stał nieruchomy
Jak Melpomeny posąg – z skarg złożony –
Jako słup soli u Gomorrhy drogi –
Stała niewiasta – czy jej cień złowrogi...
Postać ta straszna grobowo milcząca
Jak wulkan co wyrzucił wszystkie żary.
Dziką się zdała – i pełną ofiary,
Chmura jej włosów jak płaszcz się wlekąca
Wiała ... a z skroni opadał kwef szary...
Oczy jak węgle gasnące świeciły
Ręce żylaste – zszamotane były –
A pierś jej dziko robiąca świadczyła
Że się Apolla iskrami paliła – –
I stał ten posąg straszny, piękny, miły –
W ciszy ciemności – a widomy tylko,
Gdy błyskawica w grotę padła chwilką,
Czasem z zadumy głowę podnosiła –
To Kassandra była !...
Zdała się Nioby córą niepieszczoną,
Co skamieniała Hellady boleścią,
I była jak Geniuszu narzeczoną
Co się mści lwicą – sieje moru wieścią!...
Dozwól mi, rzekłem, przy grzmotu odgłosie
Co konał w dali, schronić się przed burzą,
Znużyłem ducha i ciało w chaosie
Waszym – niech gromy wrażeń mych dowtórzą…
O! rzekła dzikim i ponurym głosem –