Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A część ich druga przecząca mówiła
O ciał zbiorowej potędze – co z siebie
Ciągła przemianą – byt życia tworzyła
I byt w atomów wskrzeszała pogrzebie...
I stał osobno nad wybrzeżem «wody»
Tales z Miletu w głębie zapatrzony –
Lecz patrzył w Lety przebieg nieskończony
I jej przemiennych kształtów badał płody –
Dalej stanęło kółko zadumane,
W środku był Anaksimenes sędziwy,
Mówił o prawach oddechu harmonii,
Lecz przeczył Diogenes z Apollonii,
A Heraklitos wraz z Ferekidesem
Słuchali długo – z Anaksimenesem,
Zdali się czasem godzić i znów szaty
Na znak przeczenia – darli, tak że w szmaty
Jako żebracy pierś mieli odzianą,
Szata ich dziwnie była zaniedbaną...
Anaksimandra cień ku Talesowi
Dumającemu przysunął się w ciszy,
I o wieczności jął mówić z nim wdowi
Tęsknotą jakąś, po niej – i powoli
Poczęli stąpać cieniami topoli –
I we mgłach znikły cienie towarzyszy –
Dalej się wielkie koło utworzyło,
W którem dwóch starców wraz sobie przeczyło –
Założonemi rękoma i głową
W bok pochyloną w płaczliwej zadumie,
Heraklit cierpiał nad Demokrytową
Szydzącą myślą – w śmiechu swego dumie –
Leukippos w smutnem sam błądził milczeniu –
A od nich w dali na wielkim kamieniu
Leżał jak posąg myśli w zamyśleniu,
Z czołem na dłoni opartem zaduman,
To Anaksagor – olbrzym! co pokuman
Pierwszy z tajemnicami ducha świata –
Jego «nus» cicha jaźń, sobą skrzydlata
Już odłączona od materyi bytu –