Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z tęsknotą wieczny ku nieśmiertelności,
Co zawsze smętna i niezna spoczynku,
Jak co zdrój rwięcy płynie w toń wieczności,
Aż swej, modlitwą, pracy, w upominku
Wymodli sobie prawdę – jasną, całą,
Co odtąd za nim już pieśnią wspaniałą
Życia się modlić będzie i wymodli
Mu nieśmiertelność absolutną ducha!...
Przed którą cieniów się duchowie podli
Skruszą – i pęknie wąż ziemi łańcucha!...
Wśród tej ulicy jak ruchome mrowie
W białych się fałdach sunęli mężowie
Z jasnemi czoły – pięknemi rysami,
Wyniosłych kształtów – z smętnemi oczami –
Ci w miejscu stali – ci szli prędko razem,
Ci zwolna – całość ich była obrazem
Pszczół, co pracują chociaż nie dla siebie –
Mądrość ich miodem – ludzkość w wiedzy niebie
Celem ich pracy – i woli żelazem! –
Rozkoszy ducha! kiedyś obiecana
W dreszczach natchnienia, męką przeczuwana,
Po męczenników myśli ciemnych stosach ,
W deszczach piorunów – i dojrzałych kłosach,
Ty błyskasz czasem jak tęcza poranna
Ku słońcu drżąca w wodospadu głosach!...
Prawdo! tyś źródłem słońca słońc jedynem,
Po tobie człowiek – sierotą choć synem
Lecz czuwasz nad nim – co czuwa tęsknotą –
Bo on twym synem – choć dzisiaj sierotą,
I kiedyś w splotach harmonii łańcucha
Pociągnie z tobą na rozkosze ducha!...
Mężów tych cienie rozmawiały z sobą,
Jako łan kłosów szumi ranną dobą –
W głębi Jońska szkoła wędrowała –
W cichej rozmowie duchem obcowała –
Nad samodzielnym pierwiastkiem natury
Co złożył wszechświat – w niebo rozwiał chmury –