Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziecięcia matce, smutno, choć z bogami,
Do nawet Zeus z swemi piorunami
O! niestałby mi za mojego syna!...
Ja jestem Tetis, ja z boskich jedyna,
Co z śmiertelnemi żyć tu przyszłam w ciszy,
Gdzie smutne cienie po burzach żywota
Błądzą, gdzie Lete po kamieniach dyszy
I jękiem śpiewu okala te wrota –
A czasem tylko kiedy w zapomnieniu
Cienie zabłądzą – Lete Perskie kości
Niesie na falach ... wtedy w przypomnieniu,
Hellada w dawnej wstaje nam jasności!
Rzuciłam wodne łoże, bo tam chwila
Każda mi smutną była ... o! bez tego!
Bez mego syna – mężnego Achilla,
Oto w objęciu mojem – widzisz – Jego!...
Achilles boski, gdyby nieśmiertelny
Na łonie matki miał złożone czoło,
A przy nim leżał miecz on wieków dzielny –
A tarcza jako Heliosowe czoło
Achilla tarcza, która równej niema,
Lśniła się w ręku drugiego olbrzyma,
Co nad Tytany silną, dumną dłonią
Z zachwytem wspartą o ziemię ją trzyma
I w nią pogląda – jak za sobą gonią
Strzały po strzałach, za wężami węże
Zbrojni na koniach – błyskają oręże...
Wre dzika bitwa ... a dołu ustronią
Zawiści tajnej czołgają się węże –
On patrzył w tarczę – niemo –
                                                       A dłoń mężną
Na Achillowem wspartą miał ramieniu,
O! dłoń ta równie dzielną i orężną
Po światów wielkiem błądziła sklepieniu –
Płącząc, że wszystkich niezdobędzie światów –
Skończył – młodości niezerwawszy kwiatów...
Kto on?... w Achilla tak bratnio pogląda,
Jak gdyby druchem był mu w czasach boju,