Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przypomni ... taki kwiat włożył w jej dłonie
Alkeos – gdy ją ujrzał – i na łonie
Złożony z sobą niosła całe życie!...
A mnie już zostaw! idź – pytaj jak dziecię!
Bo syn Latony zazdrośny!... motyle
Na zwiady lecą! idź! zostaw mnie samą
Niechaj przedumam nad głębią te chwile –
Jam jest nad smutną Elizejską, bramą
Strażnicą smętną – ciebie witam mile,
Bo wzrok twój węgli natchnienia zapałem
A twe milczenie krzyk boleści głuszy!
Jak światło w urnie nad grobem zdziczałym –
A więc nad smutną chwilę podumałem
I pół smętności jej już miałem w duszy!
Śledziłem okiem po kory mchu siwym
Kędy jej usta mogły być – i głośno
Pocałowałem ją – jak brat, tęskliwym
Mym pocałunkiem – i jękła żałośno...
Zdziąłem mą arfę, którą zawiesiłem
Na jej gałęziach –
                                Gałązkę, co wziąłem,
We włosach sobie splątałem nad czołem
I szedłem dalej – świat ten wzrokiem miłym
Kraj ten milczenia witałem milczeniem
On mię drzew niemem powitał westchnieniem!...

       Kroczyłem dalej po tych łąkach wonnych,
Kędy nieznane dla mnie, kwitły kwiaty,
Kwiaty przeczute w dumaniach ustronnych
Którym obłoki oddały swe szaty...
I niedaleko pod jasnej mgły szatą
Ujrzałem piękne – boskie! trzy postacie!
Każda mnie myślą witała bogatą,
Choć nie wesoła, nie smutna się zdała –
Trzech mężów cienie – i niewiasta biała
Jak gołąb – boska! rzekła mi:
                                                    Po stracie