Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żem spytał głośno: o! czyje to głosy,
I z jakiej piersi te dźwięki wstawały?...
Uszczknąłem małą gałązkę ze drzewa,
A za nią rosa jak łza się polewa –
I szeptnął cichy żal jak głosem śpiewu,
Ja jestem Dafne, kochanka Febowa,
Co trwogi czystej pełna, uchodząca
Stanęłam w ciszy nad zdrojem milcząca,
Ustkami równa laurowemu drzewu
I liściem z czoła porosła mi głowa,
Warkocze moje w rozpędzie rozwiane
W powietrzu przeszły w gałązki zielone –
Me łono kory pancerzem odziane,
W konary poszły ramiona wzniesione,
A stop mych palce w ziemię korzeniami
Pobiegły w ciemność ... rosę płaczę łzami!...
Tyś urwał gałąź z boleścią od czoła,
Bo laur się każdy odrywa z boleścią,
Więc idź młodzieńcze, kędy serce woła
Z dumą natchnienia, i natchnienia wieścią
Cienie te mile witać ciebie będą
Jak roje białych ptaków cię obsiądą
Bo one tęsknią za ziemią – za życiem!...
Więc ziemi, głosom rade, mgieł spowiciem!...
Idź! Idź – tam spotkasz cień boski natchniony,
Co ziemi zbrzydłeć nadgrodzi kobiety,
W dali tam postać odszukasz Safony
Nad pięknem licem, bez myślne szkielety!...
Więc dąż tam dalej, dalej ku lirnicy
Serca cierpiących łatwo się zrozumią,
A tu się duchy milczącej dziewicy
I głos młodzieńczy dobrze pojać umią…
Błądząc w tych krajach, pod tych gajów cieniem
Wiecznem, wymownem, łabędziem milczeniem –
Poznasz jej postać po konwalii kwiecie,
Który rzuciłeś w zdrój, co do niej płynie,
Ona go w dloni rada jako dziecię
Mieć będzie, bo jej woń kwiatka o świcie