Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak pisklę małe w gnieździe uduszone
Okropną odtąd, ciszą oniemiało...
O! przecz żeś Panie, ziemi mojej kwoli
Niezgniótł mnie wtedy gromem twojej dłoni,
Czym go już godzien niebył? o! to boli –
Bo tyś o Panie od dnia tej swawoli –
Twarz twą odwrócił tylko, a na skroni
Krwią zabłysnęła mi ojców korona
I pierś od węża jękła skajdaniona!...
A Biskup znów spokojny, odszedł w ciszy
Lecz znów surowo napomniał słowami,
Jakby całego osypał iskrami,
Że dotąd ucho groźby grozy słyszy…
Jak groził klątką między dworzanami...
Wtedy pożarem gniew mnie opanował,
Bramy kościołów gdy zawarł przedemną,
I krył się odtąd – resztę w sercu schował
Ślepy gniew, co dłoń miał sobie wzajemną –
A kiedym życia mego nieodmienił
Wyklnął mnie . . . . . . . . . . . . . . . . . .
I wprost z Wawelu od bramy zamkniętej
Bieżąc w wściekłości, kazałem żołnierzom
Iść zamordować o chwili przeklętej
Mnicha, co czoło śmiał stawić – rycerzom!
W on dzień na Skałce miał mszalną ofiarę –
Ha w dzień straszliwy hańby i niedoli,
Kiedy zdeptałem w duszy mojej – wiarę,
Stopą rozpaczy – bol ten nieprzeboli!...
On będzie piekłem moim zawsze – wszędzie –
Gdziekolwiek będę ja – on zemną będzie!...
Potrzykroć biegli, z mieczem , rozpędzeni
Potrzykroć padli, słabi, przelęknieni,
Wtedy porwałem oręż mój, szalony,
I sam na skałki pobiegłem urwiska,
Czemuż nieurwał się brzeg nachylony!....
Gdym opętany biegł w objęcie – zguby!...
Cel niedaleki – w gniewie droga blizka –
Wpadłem –