Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I żal rycerstwa … na barkach ją dźwigał,
Że trumna zdała się łodzią płynącą
W ludzie – a serca były dla niej wiosły
I ciężki odgłos dzwonów się rozlegał...
I na sen poszła!...
Ojciec mój – niestety!
On mnie odumarł, on, gdy ziemia drżała
Na świat się rodził – i dusza mu z ciała
Wyszła za blaskiem złowieszczej komety…
On dzieckiem jeszcze odumarł mnie małem
Ledwie pamięci postać mi została
Godności pełna – spokojna – wspaniała!...
I miłościwa łaski sercem całem –
Kiedym w rozpaczy na matki kląkł grobie
I młode czoło hełmem już okryte
Uderzył o grób w mej sępiej żałobie,
Serce się ścięło boleścią przeszyte
Jakby pierścieniem stu żmii – upowite!...
Tam mój lutnista za mną stanął w ciszy,
I długo milczał zaduman nad groby,
Szanując niemy – majestat żałoby –
Lecz porwał lutnię – i w głos piorunowy
Chrobrego bitwy opiał – że je słyszy
Dotąd me ucho – i strun dźwięk stalowy!...
Co brzmiały jako huk trąby Dnieprowej –
Aż wreszcie pieśnią przeszedł w smętne czasy
I kraj wystawił mi osierocony,
Czas co dla chwały jak strzała ucieka
Polskę co na mnie patrzy – lud co czeka –
Że na mym mieczu wsparty – zadumałem
I serce chrobrze o stal uderzyło – –
Ha! wtenczas chrobrze – chrobrych zrozumiałem!
I o ich chwale w duszy mi się śniło –
W on to czas Bela jak pielgrzym zbłąkany
U tronu mego zbiegł szukać pomocy
Z Ojczyzny swojej przez brata wygnany
Miał myśli czarne – jako szata nocy –
Nie miał nadziei, rozpaczał w wygnaniu...