Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Drżały i zgasnąć nie mogły … niechciały …
Leżał jak martwy – piersi zajęczały
Ha! Boga! Boga! krwi…
I przebaczenia!...
Wszak on w śmiertelnej odpuszcza pokucie
Gdziesz kapłan z Bogiem...
Ha! na ducha strucie!...
Któż przejdzie otwór ten – biada! kamienia
Nikt nieodwali...
Kapłana! Kapłana!...
Siły nim skonam … precz te czarne duchy!
Co mnie oploty w koło – w swe łańcuchy…
I ryczą śmiechem jednego szatana –
I tu w kołomnie pląsają krzyk dziki
Wiją się łożem wężów … precz te krzyki!...
Już ciszej w piersi – jeży się włos siwy,
On w głowę tłucze starą wyschłą dłonią,
W grotach szatanów postacie się gonią
Stanęły kołem...
Starzec rozpaczliwy
Zawrócił oczy i czoło już zniża
Zacisnął wargi i kreśli znak...
– Krzyża. –


W tem
Padła z jękiem odmieciona skała
I od otworu w dalę odleciała...
A w otwór wielka jasność nadsłoneczna
Padła od wchodu – ozłociła skały,
I głos anielski, któremu cześć wieczna
Zanucił głośno pieści błogą, pieśń chwały,
Coraz to jaśniej i jaśniej w pieczarze,
Górą szatany z rykiem uleciały
A coraz bliżej pustelniczej skały
Drży pieśń, i harfy słychać w niebios czarze,
Jakieś niebieskie, archanielskie dźwięki,
Że od nich siły nabrał konający,