Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Idzie na niego!...
O! w takiej postaci
Polska «Chrobrego» ongi widywała,
Kiedy na czole rozpędzonej braci
Taranem mury gruchał … gdy chwała
Sztandarem Polskim wśród powietrza grała,
On się posuwa – dalej – ku śpięcemu
Wyciągnął ręce – jakby do przekleństwa,
I coś miał wygrzmieć...
Straszno uśpionemu,
Co czekał kiedyś słów błogosławieństwa
W sędziwych leciech, bojach i bitwach
Po szturmach zwycięztw, i wrogów gonitwach...
Postać się sunie – tak prosto – tak hardo –
Gniewna a w oku nie znać przebaczenia,
Jak gdyby serce było skałą twardą,
I wiecznie tkwiło w krainach – z kamienia!...
On chce przeklinać!...
Ale tam cień drugi
Śnieżny jak anioł jasny w świateł strugi
Jak białoskrzydła orlica szponami
Co się na zdobycz ciska gromu siłą,
Tak Ona spadła swemi ramionami
Na cień Chrobrego, jasnem okiem błyska,
I gniew zdąsanej hamuje postaci –
Senny się wstrząsnął, jękł – kłoda prysnęła –
On rozwarł oko – i jako wąż się ciska –
Zakrzyknął! Chrobry! nieprzeklinaj braci!...
Co się już sama swym czynem przeklęta!...
Przeciera czoło – chwycił krzyż kościany,
Co miał na piersi, ciśnie w drżące dłonie,
Płomień przygasa – a on wrące skronie
Ciśnie do skały – i z ust krople piany
Z czoła pot zimny, zdrętwiały ociera,
Bo wszelka siła w sercu mu zamiera
Na to wspomnienie Polski bolejącej...
Co w śnie Chrobrego przekleństwa cofnęło!...
Zerwał się ze mchu –