Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stoi w stronę swego Pana,
Nastrzępił pióra – i skrzydła wzniósł srodze
Jak gdyby widział, że postać zerwana
Jakaś ku Panu kroczy ... on przeczuwa
I dziob roztwiera i szpony rozsuwa –
Jakby na zdobycz wzlatał po chmur drodze –
Tu przy tym ogniu samotnik złożony
Na mchu skał dzikich przepędza swe lata,
Piersiami Karpat zewsząd osłoniony
Od wszystkich ludzi – i od reszty świata...
Spójrzeć a widzieć, że on siostry, brata
Nie ma pod słońcem i że mu mogiłą
Skryły się czucia – jak gdyby dla niego
To słońce jasne, piękne nieświeciło
Jak gdyby nie był...
Kto spójrzy w twarz jego?...
Kto się ośmieli w tych bruzdach żałości
Pytać o przeszłość, tych wychudłych kości
Z zapadłych oczu, co się już omgliły
Jak jasne gwiazdy – co niegdyś – świeciły?...
O! litość tylko ośmieli źrenicę,
Aby spotkały tę czarną tęsknicę
I miłość tylko –
Prócz zbrodni wysoko
Takiej źrenicy spójrzy – oko w oko…
I Polak tylko pójrzy w te oblicze,
By się użalić nad zgryzotą brata,
Co miał dni jasne, potem dni zbrodnicze,
Błysnął – i zgasnął z dróg słonecznych świata!...
Któż z was Polacy spójrzy w martwe lica
A niewyczyta, w tej chwili, w tym wieku
W tym cieniu grobów żyjącym człowieku...
Zazna rodaka, dziedzica tej ziemi –
A dzisiaj tylko – brata nieszczęsnego?...
Kto w nim niepozna Piasta.... króla swego
A dzisiaj tylko – brata nieszczęsnego?...
I niezapłacze nad nim łzy gorzkiemi –
Lecz on na pomoc gorzko się uśmiecha
Klnie takiej myśli – ah! on tylko wzdycha