Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Z którym się sercem splotłem jak wśród sadu
Dwie latorośle młode winogradu,
Z których, gdy jedne oderwiesz od drugiej
Obie konają!... nieznane nikomu –
Prócz temu co je splótł z sobą wśród sadu!
Uczucia nasze były sobie święte,
Ku sobie zgięły się i tak zbliżyły,
Jako dwie skały co nad morza smugi
Wstawszy – czołami z sobą się spoiły – –
Rodzice moi byli biedni, ale
Poczciwi; rano mnie tu odumarli,
Nie zostawiwszy po sobie nic wcale
Prócz dobrej sławy gdy oczy zawarli...
Ja byłem cichy, i coś mnie ciągnęło
Do tej pustyni i do tej tu chaty ,
Com z drzew mą ręką zesklepił przed laty –
I tu zostałem wielbiąc boskie dzieło
W stworzeniu jego!... mój przyjaciel młody
U starej matki, został jej podporą –
Pasąc po łąkach jej bydło i trzody,
Bo była ślepą już – i bardzo chorą –
W tej tu pustyni żyłem lata młode
W ciszy, wśród skał tych po nad tą doliną,
Wśród wodospadów grzmotu co swą wodą
Lecące w otchłań, gdyby młodość – płyną –
Długom tu dumał z myślami i czasem,
I z moją arfą sam na sam, a z światem
Obrazów ducha! –
Ocieniony lasem
Żyłam korzeńmi, roślinami, kwiatem
I tej przyczystej wody jasnym zdrojem
I myślą moją i natchnieniem mojem!...
Z tej skały zawsze witałem wschód słońca
Z rannami ptaki śpiewając w cichości
Tutaj najpierwsza, bladawa i drżąca
Gwiazda wieczorna śród nocnych ciemności
Oczom mym drżała ... o! tak długo było –
A lama biała mą ręką karmiona