Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Świecąc po drodze twarzą marmurową...
Lub łzą co spada w pożary zwątpienia,
I Boga w światach tworzy znicestwienia!...
Jam ich nie przeklnął!. lecz tylko dlatego
Że są niegodni naszego przekleństwa!
Matko! weź ducha — o! ducha orlego
I nieśmiertelność zniszcz mego istnienia
Myśl jak wodospad po wiekach męczeństwa,
Zalecieć może w otchłanie zwątpienia
Gdy z pian nie tryśnie tęczą odkupienia!..
Bo wszędzie nicość samolubna — smutna
Bo wszystkie wielkie serca jako lutnie
Pęknięte wiszą na grobach — i smutnie
Jęczą — a przyszłość w groby tak rozrzutna
Jęki ich bierze wiekom na pożarcie
I skarg ich żalem śmieje się szalona.
Ha! ha! witajcie węże Laokoona
Wam to najpierwsze piersi mej rozdarcie!
Ale i dla mnie jest tam gwiazda czysta
Co mnie w ciemnościach prowadzi ognista —
Kiedy już klęcząc na rozpaczy progu
Pieśń zanuciłem tęsknoty bez końca,
Pieśń co szaleje miłością ku Bogu
Choć ją zwątpienie szarpie i roztrąca,
Wiąże swe strony promieniami słońca...
Tak rozczochrana wichrami kaskada
Co bole szczytów otchłaniom spowiada...

O ty! co w śnieżnym niesiony obłoku
Wśród burz z wieczystym na czole pokojem
W tryumfie ciszy acz z piorunem w oku
Nie groźny mocą — u wszechświatów stoku
Coś wieczność stworzył... arfy duchów strojem
O mistrzu mistrzów! ojcze gwiazd i pieśni,
Tyś ptasząt uczył szczebiotów poranka
I kłosy z cichym czoła zginać szumem
I lasy — wieków dzikim gwarzyć tłumem,
O jakim głowa ludzkich mędrców nie śni..