Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


O nie patrz luba w te dymów pożary –
Ja cię mdlejącą przytulam do łona –
Tam w górze zawsze, bezbronnych obrona!...
Wiatr spopielone tyraństwa już mary
Rozwiał – o! niepatrz w te dymów pożary…
Lecz patrz za nami tam, dwanaście łodzi
Ściga – to bracia moi – to rybacy!
Dwanaście dziewcząt z Seïda Charemu
Odbili, wolni wodnych przestrzeń ptacy,
Chyżo ich wiosło przez te fale brodzi!
Każda Greczynka … obrońcy swojemu
Sama rzuciła się w dzielne ramiona!...
I każda łódka niesie młodą parę
Każda z nich piła swą goryczy czarę –
Tarcz słońca wschodzi!... i jasne promiona
Słupem ognistym rzuca w pian tych łona.
Patrz!...
Tam ma wyspa mgłach rannych z daleka
Jeszcze w dal niknąc wstydliwie ucieka –
Tam żyć będziemy szczęśni i spokojni
Dłoń w dłoni razem … do końca!
Do końca!...
Blednieją gwiazdy – a dnia promień strojny
Coraz to jaśniej płynie strugą słońca –
Sunie się łódka – słońce wzlata w dali
Oświeca wyspę – patrz!... jak z modrej fali
Zielone skromie wychyla wesoła,
Jak w cieniu skrzydeł miłości anioła!


I słońce wzlata coraz wyżej! Wyżej!
A łódka brzegów coraz bliżej! bliej!
I na brzeg wyspy dziewica wskoczyła –
Na cudnej wyspie pereł i korali
Pieszczą się źródła na łożach bławatów,
Słońce całuje rumieńce granatów,
Co gdy im łono promieniem przepali,