Przejdź do zawartości

Strona:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

mówili, na nic wymowa, zawsze odpowiadał, tem bardziej barbaryzmy i solecyzmy[1]. Cyceronistów zaś ową niewolniczą tłuszczę, pięknie wyśmiał w Cyceroniście[4][5][6], wystawiając wycieńczonego i do cienia podobnego Nosopona, zapadłego na cyceronizmu chorobę. Wydaniem tej rozmowy jak wszystkich uzbroił na siebie cyceronistów, tak i Juljusza Cezara Skaligera[7] do tego oburzył, że ten cały gniew swój wylał na występnej rozmowy pisarza, jakby z Antonjuszem i Lepidem sprzysięgłego na zgubę Cycerona, chociaż i sam Erazm tak wysoko cenił boski genjusz Cycerona, że nie uniknął za to przygany drugich.

 „Zawsze, powiada, księgom świętym należy się pierwszeństwo, ja jednak i u starożytnych pisarzy i nawet u pogańskich poetów nie raz napotykam tak czyste, święte i boskie myśli, że im nie mogę nie przyznać boskiego jakiegoś natchnienia, gdy to pisali. I być może, duch Chrystusa dalej nierównie sięga, niż sobie wyobrażamy. I zapewne wiele jest świętych, których imiona nie wpisane w nasze katalogi. Nie taję przed przyjaciółmi moich uczuć; ksiąg Cycerona o starości, przyjaźni, powinnościach i jego Tuskulańskich badań, nie mogę czytać bez ucałowania po kilkakroć tej księgi i bez ubóstwienia tej świętej piersi, którą ożywiał jakiś duch boski. Przeciwnie, kiedy wezmę do ręki pisma niektórych z dzisiejszych pisarzy, szeroko rozprawiających o rzeczypospolitej, o ekonomji, albo wykładających moralności przepisy, przebóg! jakże one są jałowe w porównaniu z tamtemi, ba nawet zdaje się, że ich autonowie sami nie czuli tego co pisali, tak, że się prędzej zgodzę, ażeby zaginął cały Skot[8] z podobnymi jemu, niż jedna księga Cycerona albo Plutarcha; nie żebym pierwsze całkiem potępiał, ale że czytając ostatnie czuję, że się staję lepszym, kiedy przeciwnie tamte, nie wiem jakim sposobem, nie tylko ostudzają moje serce ku prawdziwej cnocie, ale nawet robią je skłonniejszem do sporów.“[9] I na innem miejscu: „Nie wiem co czują drudzy, ale ja, kiedy czytam M. Tulliusza, szczególnie gdzie podaje prawidła dobrego życia, nie mogę wątpic, że pierś tę, z której one wyszły, jakieś bóstwo musiało ożywiać.

  1. ↑ Cycero w 4. księdze do Herenniusza mówi: „Ta jest prawa łacina, która mowę zachowuje czystą, wolna od wszelkiego błędu. Dwojakie są błędy każące prawą łacinę: solecyzm i barbaryzm. Solecyzm, kiedy następne słowo nie zgadza się z poprzedzającem, do którego się odnosi: barbaryzm, kiedy jakie słowo błędnie się kładzie, to jest w sposób niewłaściwy i prawidłom gramatyki przeciwny“. Latinitas ea est, quae sermonem purum conservat, ab omni vitio remotum. Vitia in sermone quonimus is latinus sit, duo presunt esse: solecismus et barbarismus. Solecismus est, quum verbis pluribus consequens verbum superiori non accomodatur; barbarismus est, quum verbum aliquod vitiose effertur.
  2. ↑ Takim to literatom żmudom zawdzięczamy osobne słowniki na każdego niemal starożytnego psiarza, oraz wykazy (Indeksa) zawartych w nich słów i przedmiotów, i tak nazwane konkordancje, nietylko świeckich starożytnych pisarzy, ale i ksiąg śś. W nich to abecadłowym porządkiem każde wskazane jest słowo, wiele razy i w jakiem miejscu, w jakiem wierszu użyte jest W księdze. Słowem są to iście żydowscy masoreci, którzy, by się nie mogły wkraść błędy ani żadne zmiany do hebrejskiej biblji, policzyli w niej nietylko wszystkie wyrazy, ale wszystkie nawet litery i śpiewne znaki. I naszego Fab. Ferd. Sławińskiego dziełka: Obliczenie wyrazów zawartych w trzech słownikach: 1) Lindego, 2) Wileńskim i 3) Rykaczewskiego Warszawa 8vo 1873. oraz o Prawach budowy zgłosek 8vo Warszawa 1873. olbrzymiej, żmudnej dowodzą pracy.
  3. ↑ Wybór miejsc z drugich pisarzy i ich połączenie w jedno, Grecy zwali rapsodą, zszywaniną, od słowa raptejn, szyć, a dzieła takowe kentrones; łacinnicy zaś z wypuszczeniem litery r, centones. Próba Falkonia tym sposobem opisała życie Chrystusa Pana z kawałków i części wierszy Wirgiliusza. Ob. Dzieł Krasickiego — Dopełnienia. Zbiór potrzebniejszych wiadomości porządkiem abecadła ułożonych Warszawa 1830 pod wyrazem cento. Porówn. Gryphius, Ottio Virgilis centones continentes vitam Salvatoris nostri Domini Jesu Christi. Ratispon. 1593. A. Burger — z drzeworytami.
  4. ↑ Erazm wdał się raz w literacką polemikę, silniejszą od polemiki jego teologicznej. I w tej równie jak w pierwszej pozostał człowiekiem prawdy, obrońcą najsprawiedliwszej i najbogatszej w plony idei, to jest swobody i originalności w naśladowaniu wzorów. Była to teza wręcz przeciwna tezie tak nazwanych Cyceronistów, którzy dziką mieli pretensją żadnego nie używać słowa, którego nie użył rzymski mowca i zasadzali oryginalność na nieużywaniu żadnego słowa, żadnego zwrotu, których niema w Cyceronie. W Cyceroniście swoim, czyli o najlepszym sposobie mówienia (Dialogus ciceronianus, seu de optimo dicendi genere) przedstawia nam Erazm pocieszny obraz Cyceronisty, wystawując cyceronizmu manją; dziełko pełne rozsądku i krytyki, w którem głęboko bada i ocenia Cycerona, a kopistów jego dowcipnie wyśmiewa piórem, którego starość i nawyknienie do religijnych sporów nie pozbawiły lekkości. Oto tego pisma Bulofor, co znaczy z greckiego człowiek rozsądny, broni swobody pisarza i potrzeby nowego stylu i języka dla nowych pojęć, stylu chrześcjańskiego dla pojęć chrześcjańskich. Przeciwnik jego Nosopon (chorujący na pracę, raczej żmudny szperacz, goniący za Cyceronem), nawraca się i poprawia w końcu rozmowy. „Cyceronista mówi Erazm, ma w swoim domu gabinet, o grubych murach z podwójnemi oknami i drzwiami, których wszystkie szparki i szczelinki starannie zalepione są gipsem i smołą, żeby przez nie nie mogło przecisnąć się światło, ani dójść najmniejszy szmer. Żeby zostać Cyceronistą, trzeba być wolnym od wszelkich wad, swobodnym od wszelkich trosk i jak do magii i astrologji przejść szczególne stopnie przygotowania się. Cyceronista nie żeni się z obawy, żeby żona nie zakłóciła jego przybytku; nie goni on ani za dostojeństwy, ani za posadami — bywały wyjątki — ażeby na nic nie stracić czasu, który całkiem powinien być poświęcony Cyceronowi. Na obiad kontentuje się dziesięciu suchemi rodzenkami, lub trzema ziarnkami korjandru smażonemi w cukrze. Chcesz wiedzieć jak on układa listy? Tacjusz pożyczył u niego rękopisma, których on sam teraz nieodzownie potrzebuje; rzecz idzie o dopomnienie się o nie listownie. Dla ułożenia tego listu, przerzuca ile może, i oczami pożera Cycerona, zaziera do wszystkich spisów przedmiotów, notuje wyrażenia iście cycerońskie, zwroty, przenośnie, całe frazy; potem stara się tu i owdzie powtykać znalezione tam listowe kwiatki. W ciągu zimowej nocy napisze on jeden perjod, a ponieważ list jego do Tacjusza składać się będzie nie mniej jak z sześciu perjodów, Tacjusz więc może jego rękopisy zatrzymać jeszcze u siebie sześć dni i nocy. Cyceronista ma na pogotowiu cycerońskie frazesy dla powitania przyjaciela, życzenia mu zdrowia na podziękowanie za maleńką usługę, na powinszowanie mu wstąpienia w stan małżeński, lub na wynurzenie ciężkiego swego smutku, z powodu jego owdowienia“.
     „Ułożył on olbrzymie słowniki, jeden wszystkich znajdujących się w Cyceronie wyrazów, drugi z wszystkich jego frazesów, trzeci iloczasu wszystkich słów, od których się zaczyna i na których kończy każdy jego perjod; inny przenośni, figur krasomowskich, i na zakończenie mowy grzmiących wykrzykników; inny ogólnych myśli i maksym, inny delikatnych i dowcipnych żartów i, jak mówi Erazm, wszystkich wybryków i szaleństw jego wyrażenia się. Wszystkie te słowniki razem wzięte we czwórnasób są większe i grubsze niż cały Cycero“[2]
     Tej jego śmiałości zaprawionej skądinąd dowcipnemi i ślicznemi żartami nie przebaczył mu Juljusz Skaliger, Cyceronistów książę, który tając nikczemną ku Erazmowi zazdrość, a niemogąc w niczem ubliżyć jego pismom, bezwstydnie wyrzucał mu nieprawe jego pochodzenie. Uszczypliwe pisma, jakie w tej mierze wydawał, odpowiedzi na nie Erazma i wynikłe stąd literackie zgorszenie, nie małemi były wypadkami 16. w. Ludzie uczeni przyjęli stronę Erazma, który mimo błąd swej matki, mimo wpływ nieprawego urodzenia, zwykle zaszczepiającego zepsucie, umiał pozostać uczciwym i stać się wielkim człowiekiem i tak dalece uświetnił swe imię, że matka jego, jak mówi jeden pisarz mogłaby na swoje uniewinnienie z sprawiedliwą, jak Dydona, powiedzieć dumą: Huic uni forsan potui succum beve culpa, tem tylko jednem mogłam siebie splamić. Syn taki wart był grzechu. Juljusz Skaliger przez swoje grubijaństwa w wysmażonej swojej łacinie wystawił się na pośmiewisko i mimo książęcą swoją pochodzistość, którą się chełpił, więcej zadziwił nikczemną i złośliwą swoją próżnością, niż zagmatwaną swoją erudycją i wyślęczonemi swemi literackiemi paradoksami. Żałował potem, ale po czasie, tej swojej uszczypliwości, jakiej się dopuścił względem Erazma.
     W owym Cycerońskim djalogu, jak i we wszystkich innych swoich pismach, więcej się zbliżył do Cycerona Erazm, niż niedorzeczni jego naśladowcy. Erazm myślał po łacinie, wpadał w zapał po łacinie, kochał i nienawidził po łacinie. Nigdy żadna myśl nie powstała w jego głowie po hollendersku lub po niemiecku. Język jego matki był dla niego dostatecznym dla porozumienia się ze służącym, ale za obrębem tej potrzeby, myśl jego nie inaczej się układała, jak tylko za pośrednictwem łacińskich wyrazów i jego umysł podnosząc się nad sferę pojęć wyrażonych zwyczajnemi językami, naturalnie stał się łacińskim i tchnął swe życie w tę martwą mowę. Ztąd to ta naturalność, ta prostota, ta moc, ten wdzięk, które podziwiamy w pismach Erazma, śród usterków, którychby nie popełnili cyceroniści, i śród tego usamowolnionego neologizmu koniecznej wulgaty dla oddania pojęć chrześcijańskiej teologji. Cyceroniści nie popełniali błędów, ale zato nie mieli tego naturalnego wdzięku Erazma, krom śmieszności, że byli chrześćjanami w rzeczach, a nie śmieli być niemi w wyrazach.
     Ta mania cyceronizmu tak się wtedy była upowszechniła, że kaznodzieje, księża i słudzy Ewanieli należeli do sekty cyceronistów i wierniejsi jej byli niż swym kanonom i powołaniu. Kiedy Erazm był w Rzymie, jeden z takich kaznodziejów w dzień wielkiej nocy miał mieć kazanie o śmierci Chrystusa. Nalegano na Erazma być na tem kazaniu. Broń Boże, mówiono mu, nie zapomnij na niem się znajdować, z ust Rzymianina prawdziwie rzymski posłyszysz język. Idzie więc i jak może najbliżej staje kazalnicy, żeby żadnego nie uronić słówka. Juliusz II. papież był obecny. Kardynałów, biskupów, księży i ludu wielki był natłok. We wstępie dłuższym od samej mowy rozwodził się cyceronista nad pochwałami Juliusza II., nazywając go piorunującym Jowiszem, miotającym wszechmocną swą ręką troisty piorun, i skinieniem brwi swoich wzruszającym świat cały. Żeby okazać cenę ofiary Chrystusa umierającego za ludzi na krzyżu, przypominał Decyuszów, którzy za ocelenie i honor swej ojczyzny własne poświęcili życie. Porównywał potem nagrody dane tym znamienitym mężom, z nagrodą za ofiarę Jezusa, pierwszym boskie hołdy, szczerozłote statuy; drugiemu krzyż. A że w Cyceronie niema wyrazu Jezus, nadawał mu więc imiona Sokratesa, Focjona, Epaminondesa, Scypiona, Aristydesa i bez liku inne.
     Kiedy im przychodziło mówić o przedmiotach religii w języku tego kraju, zamiast Bóg mówili Jupiter optimus Maximus; zamiast kościół, święta społeczność; fakcja za herezja, rokosz za odszczepieństwo, chrześcjańskie przekonanie za chrześciańska wiara; zamiast słowa wyklnąć, mówili zabronić komu ognia i wody — aqua et igne interdicere; proskrypcja za exkommunika; prezesowie prowincji za biskupi; senatorowie za kardynałowie; boska szczodrobliwość za łaska boska; społeczność nieśmiertelnych bogów za życie wieczne.
     Rzymscy cyceroniści przywłaszczali sobie prawo nadawania, i szafowania tytułem rzymskiego obywatela uczonym, którzy w ich oczach zasługiwali na nazwę cyceronisty. Chrystofor Longueil, jeden z barbarzyńców zpoza Alpów, francuzki filolog, który znalazł u nich łaskę, wezwanym został do kapitolium, dla otrzymania uroczyście tytułu cyceronisty. Przygotowano tę uroczystość ku większej chwale Cycerona i Italji. Aby zaś nastręczyć mu zręczność do pięknej odpowiedzi, jeden młody cyceronista pięknie umiejący mówić, był obowiązany zaprzeczać mu praw do tego tytułu. Główne zarzuty były, że Longueil odważył się w swych pismach porównać Francją z Italją i kilka pochlebnych słów przebąknąć o Erazmie i Budeuszu, już tem samem barbarzyniec, że chwalił barbarzyńców; że za poduszczeniem tych dwóch niecnotek skradł z Italji najlepsze księgi, pełne erudycji, żeby je zanieść barbarzyńcom; że nakoniec taki, jak on, barbarzyniec, nie świetnego rodu, w żaden sposób nie może sięgać po tak zaszczytny tytuł. Longueil odpowiedział, jak zrobił cycero w Rzymie. Mówił o niebezpieczeństwie, jakie groziło jego życiu, o zbrojnych kohortach, o tłuszczy gladiatorów, którzy całkiem wywrócili swobodę obradowania w najświętszym senacie. Mówił o tym Rzymie, dawnym władzcy świata, o założycielu jego Romulusie otoczonym orszakiem kwiritów; bredził o senatorach, senacie panu królów, o trybach, prawach pretora, prowincjach, koloniach, municypiach, sprzymierzeńcach. Dziwię się, mówi żartując Erazm, jakże to on nie wspomniał o klepsydrach.
     Tenże sam Longueil, zbijając Lutra, zaledwo ważył się wymówić słowo chrześcjanin, jako nie znajdujące się w dziełach Cycerona, a zamiast wiara, używał słowa przekonanie. Do tych cyceronistów należał sławny kardynał Sadolet i sam nawet papież Leon X.
     Byli szaleni miłośnicy łacińskiej starożytności, którzy w usta bajecznego pogańskiego Proteusza (8) kładli przepowiedzenie przyjścia Jezusa Chrystusa; Najświętszą Pannę nazywali nadzieją ludzi i bogów, mękę Chrystusa czytali opowiedzianą w centonach[3] Homera i Wirgilego; więksi cyceroniści, niż sam Cicero, i więksi poganie niż sami Homer i Wirgili; podobni oni do owego pismaka, który, że widział Erazma używającego pióra nasadzonego na patyczek, i sam wszystkie swe pióra, któremi pisał, powtykał na pałeczki, w przekonaniu, że pióro czyni pisarza.
  5. ↑ Takim to literatom żmudom zawdzięczamy osobne słowniki na każdego niemal starożytnego psiarza, oraz wykazy (Indeksa) zawartych w nich słów i przedmiotów, i tak nazwane konkordancje, nietylko świeckich starożytnych pisarzy, ale i ksiąg śś. W nich to abecadłowym porządkiem każde wskazane jest słowo, wiele razy i w jakiem miejscu, w jakiem wierszu użyte jest W księdze. Słowem są to iście żydowscy masoreci, którzy, by się nie mogły wkraść błędy ani żadne zmiany do hebrejskiej biblji, policzyli w niej nietylko wszystkie wyrazy, ale wszystkie nawet litery i śpiewne znaki. I naszego Fab. Ferd. Sławińskiego dziełka: Obliczenie wyrazów zawartych w trzech słownikach: 1) Lindego, 2) Wileńskim i 3) Rykaczewskiego Warszawa 8vo 1873. oraz o Prawach budowy zgłosek 8vo Warszawa 1873. olbrzymiej, żmudnej dowodzą pracy.
  6. ↑ Wybór miejsc z drugich pisarzy i ich połączenie w jedno, Grecy zwali rapsodą, zszywaniną, od słowa raptejn, szyć, a dzieła takowe kentrones; łacinnicy zaś z wypuszczeniem litery r, centones. Próba Falkonia tym sposobem opisała życie Chrystusa Pana z kawałków i części wierszy Wirgiliusza. Ob. Dzieł Krasickiego — Dopełnienia. Zbiór potrzebniejszych wiadomości porządkiem abecadła ułożonych Warszawa 1830 pod wyrazem cento. Porówn. Gryphius, Ottio Virgilis centones continentes vitam Salvatoris nostri Domini Jesu Christi. Ratispon. 1593. A. Burger — z drzeworytami.
  7. ↑ Dwóch było Skaligerów sławnych filologów, ojciec i syn Skaliger, Julius Caesar, jeden z najuczeńszych mężów 16. w. W krytyce, filozofii, poezji i sztuce lekarskiej równie był biegłym. Pisał wiele, najwięcej mu jednak zjednały sławy księgi o łacińskim języku, prawidła poezji, i to co pisał przeciw Kardanowi, a rozgłosu najwięcej zatargi z Erazmem o cyceronizm. Umarł 1558 wieku 75. Drugi syn, Józef Justus Skaliger, w rozmaitych rodzajach nauk był biegłym, mianowicie zaś w krytyce. Pisał ksiąg wiele i przypisy czyli komentarze do rozmaitych starożytnych klassycznych autorów. Umarł w Lejdzie 1609 roku.
  8. ↑ Jan Duns, Scotus, Szkot, że prawdopodobnie był rodem ze Szkocji, sławny w początku 14. w. teolog sofista, profesor teologji w Oksfordzie, że się odznaczał bystrością dowcipu, nazwany ztąd doctor subtilis, subtelny, przez innych doctor resolutivus. Był to najzawikłańszy, najzacieklejszy filozof sofista, co drobiazgowemi, nieraz śmiesznemi i niedorzecznemi zawikłanemi kwestjami zalał całą teologią. O tragicznej jego śmierci w Kolonji 1308 r. różni różnie podają. Jeden jego wielbiciel taką mu oddaje pochwałę: „Był to tak wielki filozof, że byłby twórcą filozofji, gdyby jej do niego nie było, a napisał tyle dzieł, że całe ludzkie życie zaledwo wystarczy na ich przeczytanie, ale żaden nie jest w stanie ich zrozumieć.“
  9. ↑ Euzebiusz w rozmowie pod tytułem: religijna uczta czyli pogadanka (Convivium religiosum).