Przejdź do zawartości

Strona:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

tyle jest gramatyk, ile ich nauczycieli[1], a nawet pierwszych większa daleko liczba, bo mój przyjaciel Aldus[2], sam jeden pięć już zrobił wydań gramatyki, niema z nich wszakże żadnej, by najgłupiej, i, że tak powiem, po tatarsku napisanej, którejby on nie przewartował, nie zgłębił, nie zgryzł, schnąc z zazdrości i obawy, żeby czasem kto inny, chociażby równie głupio pracując w tej mierze, nie wyrwał mu palmy i tym sposobem nie zginęła marnie mozolna jego praca. Znam i drugiego pedagoga, tem się różniącego od innych, że zawsze wymuskany, z bakami jak szpalery starannie ułożonemi, co to ma zawsze przymrużone a prawie przymknięte oczy i czy to nieracząc prosto patrzeć na świat boży i ludzi, czy z obawy, by z nich ktoś nie wyczytał, co się kryje w posępnej jego duszy, lub być może, żeby wszystko, krom cudzych zasług w zwiększonej widzieć postaci, chociaż bez koniecznej potrzeby, zawsze je osłania okularami; co chce uchodzić za uniwersalnego uczonego, bo i matematyk i fizyk, naturalista i astronom, lubo patrząc na gwiazdy wie, co i każdy i jak mówi Kochanowski:

Ziemię pomierzył i głębokie morze.
Wie jak wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu,
A sam nie widzi, co się dzieje w domu[3]

a nawet zawołany filolog, chociaż bez porady Alwara[4] i kroku nie stąpi, biegły przytem chemik i botanik[9][10][11][12][13], sam jeden uczony i rozumny, jeden sprawiedliwy i prawy, ale tylko we własnem mniemaniu, chciałby wszystkim przewodzić i być we wszystkiem i dla wszystkich wyrocznią, z butną miną patrzy z po-

  1. ↑ Jeśli Erazm słusznie mógł to mówić o swoich czasach, cóżby powiedział na widok tej, że tak powiem, grammatycznej powodzi w nasze czasy? Dziś bowiem każdy nauczyciel, każdy niemal bakałarz, filolog, nie dwa, trzy, lub więcej, ale dziesiątki i całe tuziny sporządza wydań swojej grammatyki, w przekonaniu, że tych liczba doda wartości tandetnej jego robocie, a zawsze z panegirykiem przy każdem wydaniu: nowe, przejrzane, poprawione, przerobione, powiększone, dopełnione, chociażby to ograniczało się tylko zmianą pisarskiego znaku, lub poprawą małoznaczącej gdziekolwiek drukarskiej pomyłki. Któż nie widzi, że się to dzieje jedynie z zamiłowania nauki, nie zaś dla opatrzenia swojej kieszeni? A jakichże to nie mamy nazw grammatyk, zacząwszy od początków, skieletów, rysów, wyciągów, skróceń, doręczników, zebrań, samonauczycieli, aż do obszernych pełnych zbiorów, grammatyk nad grammatykami i t. p. Są i takie, co czarodziejską sztuką przyrzekają nauczyć starożytnego języka w jedną dobę, a niemal gdy taki talizman, kładąc się spać, położysz tylko pod poduszkę. Taka więc ich prawie co chwila rodzi się na świat uczony do niepojęcia ilość, że mimo zewnętrzne ich użycie, nie staje dla nich już półek w księgarskich składach, i prędko, dla braku miejsca, pod strychem stosy ich dadzą się widzieć, lub pod odkrytem niebem na dachach, publicznych placach, rynkach i bruku, a nawet i drogach, dla wskazania tych kierunku, miasto drewnianych słupów, lub ododległości miejsc, a nakoniec co niegdyś zrobił Omar z aleksandryjską biblioteką jedynie przez swój barbarzyński wandalizm, opalając jej zwojami sześć miesięcy wszystkie publiczne łaźnie tego miasta, rychło przyjdzie się to samo zrobić z grammatykami z rzeczywistej konieczności. Z tego powodu nie można ku ich autorom i wydawcom nie czuć prawdziwej wdzięczności za to przynajmniej, że przy szalonem dziś niszczeniu lasów, oraz szybkiem rozpowszechnieniu sieci żelaznych kolei, one równie drogi jak i kopalny węgiel, lecz niewyczerpany nadal będą stanowiły surrogat paliwa, i uchronią przyszłe pokolenie od grożącego niebespieczeństwa zamarznięcia. Chociaż nie brak i u nas takich dobroczyńców ludzkości, największa atoli w tej mierze zasługa należy się bezspornie owemu pedantycznemu ościennemu narodowi, u którego autorstwo stało się rzemiosłem i środkiem opatrzenia się w kawę, piwo i kartofle, a badanie tego, co było przed wieki, ba nawet przed stworzeniem świata, istotną manją, bo się ciągle łudzą nadzieją, że użyję słów Liwjusza Praefat: albo coś jeszcze odkryć zawsze nowego, albo sztuką pisania zapadłą i zamierzchłą zdobyć starożytność, aut in rebus certius aliquid allaturos se, aut scribendi arte rudem vetustatem superaturos credunt. On to jednemu tylko sobie przyznając znajomość klassyczności nie tylko rok w rok, ale co miesiąc, co tydzień, codzień a nawet co godzina zawala całą Europę kilkakrotnemi starożytnych pisarzy, a zawsze nowemi, poprawnemi, oczyszczonemi i w pierwiastkową niepokalaną szatę przystrojonemi wydaniami, chociażby te różniły się od poprzednich zmianą tylko gdzieś jednego przecinka, lub punktu, a na jedne jakie słowo, ba nawet literę pisze całe tomy uczonych objaśnień. A że jest to naród nadzwyczaj jenialny i wynalazczy w środki zwabienia do swej kieszeni grosza, często więc już stare, zależałe i niepokupne wydania puszcza w obieg, jakby coś nowego, sam tylko dodrukowawszy nanowo tytuł, chociaż nieproszeni a niedyskretni wydawcy katalogów ksiąg wyprowadzają na jaw takowy figielek, wyrażając nowe, a w nawiasie dodając, tytułowe wydanie. A że przytem ten naród nadzwyczaj jest gospodarczy i ekonomiczny, oraz uczynny i usłużny, skoro pewny że na niego samego większa ztąd spływa korzyść, niż na tego, komu niby wyświadcza takową przysługę, dla wygody więc uczących się pierwszy też on wynalazł i wydania tak nazwane kieszonkowe, co można rozumieć, jak ci się podoba, czy stosując do odpowiednej zapewne jego własnej kieszeni, jako potomka owego olbrzymiej budowy narodu, o którym tyle dziwów słyszeli i pisali już Rzymianie, czy też, że się zaleca do kieszeni nabywców i gładko je oczyszcza; gdyż inaczej dla pomieszczenia takich kieszonkowych wydań nieraz nie kieszeni, ale obszernych sporych sakw, a do podźwignienia nielada siły potrzeba. A jak się ci panowie filologowie, mimo osobiste każdego przekonanie o swojej klassycznej uczoności, różnią między sobą głową, tak i ich literackie klassycznej elementarności płody różnią swoją pedagogiczną wartością a nawet samą objętością, które im obszerniejsze i grubsze, tem mają być uczeńsze, a co najpewniejsza, popłatniejsze i dla kieszeni autora zyskowniejsze. Nie mniej też i w systemacie i w metodzie swojego wykładu każdy z nich jeden przed drugim sili się czemkolwiek się odznaczyć, chociażby wymysłem nie bardzo szczęśliwym i dorzecznym, byle niezwyczajnym i, jaki żadnemu jeszcze poprzednikowi na myśl nie przyszedł. Ztąd widzimy, jak jeden prowadzi za rękę żaka do świątyni klassyczności przez litery i znaki pisarskie, drugi przez akcenta i iloczasowy labirynt, długo się nad tem wszystkiem rozwodząc, i tem uczeńszym zdaje się w swoich oczach, im bardziej będzie zawikłany i mniej zrozumiany od żaków; inny szuka wejścia do owego przybytku mądrości przez rzeczowniki, a śmielszego (kühner), jak Ikar, polotu z góry rzucając się obces na swój łup, zaczyna od czasowania, rzekłbyś buduje dom od dachu, a podwaliny i sztandary wtedy dopiero podstawi, kiedy ten napowietrzny zamek już będzie gotowy; wszakże i tu, żeby się nie wyszafować odrazu i zupełnie ze swemi skarbami pedagogicznej mądrości, wskazawszy siako tako formę czasu terazniejszego, wnet z bitego, jaki był sobie wytknął, gościńca zbacza, rzuca się w stronę i już manowcami i sam przedzierając się prowadzi i biedne dzieci przez istotne, że tak powiem, ciernie i grammatyczne chwasty, nabijając ich głowy samemi drobiazgowemi wyjątkami, nieforemnościami, i gdy już dobrze ich wymęczy, wyhasa, znowu traktuje, ale zawsze zlekka, gdyby miodkiem smarując usta, dalszem czasowaniem słowa, po aptekarsku, co godzina po pigułce, pewnie w przekonaniu, że to są istne karmelki i że sic itur ad astra. Patrząc na te uczone kołowania i susy, rzekłbyś że to szczwany lis, lub szarak wywija się z pod chartów dając kominka. Przytem we wszystkich niemal przykładach budowy grammatycznego labiryntu żak, w brew swojemu chrześćjańskiemu credo słysząc ciągle o jakichsiś tylko bogach i boginiach, nieraz potem z chrześćjanina wychodzi na istnego poganina.
  2. ↑ Aldus Manucius, urodzony w Bassano, zmarły w Wenecji 1516. r. uczony i sławny czasów Erazma wenecki drukarz przełożył z greckiego na język łaciński niektóre księgi ś. Grzegorza Nazjanzenskiego i Jana Damascena; są też jego przypisy i kommentarze na Homera i Horacjusza i przedmowy do niektórych ksiąg u siebie drukowanych. Bibliotekę swoję z 80.000 tomów złożoną darował miastu Pizie. On też drukował i wiele dzieł Erazma, którego był przyjacielem.
  3. ↑ Przypis własny Wikiźródeł Jest to ocenzurowany cytat. Ostatni wers brzmi w rzeczywistości: A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
  4. ↑ Alvares Emmanuel, Hiszpan, Jezuita, autor lichej łacińskiej grammatyki, która jednak mimo to długo po szkołach, osobliwie tego zakonu, była w użyciu, pisana po łacinie, tłumaczona i na język polski pod nazwą Grammatyki Pijarskiej ledwo kilka dziesiątków lat, jak wyszła z użycia.
  5. ↑ Sławna niegdyś śpiewaczka nazwiskiem Lupa-Wilczyca.
  6. ↑ Wedle mitologji Jowisz na prośbę Junony mieszkańców wyspy Delos przemienił w żaby.
  7. ↑ Między kotów — to jest Entrechat.
  8. ↑ Od słowa ursus, niedźwiedź.
  9. ↑ Uniwersalny, co do nauk człowiek, jak ów Augustyn Niedźwiedzki co do poezji i sztuk pięknych, na którego pochwałę jeden ze znakomitych naszych pisarzy, gdy go widział na Polesiu w majętności Kublickich, blisko miasteczka Święcina, następną napisał Kantatę:
    KANTATA
    Na pochwałę Imci Pana Augustyna Niedźwiedzkiego, malarza historycznego, doktora sztuk wyzwolonych, poetę, muzyka i tancerza doskonałego 1828 r.

    Niechaj świat cały
    Głosi pochwały
    Ziomka naszego
    Artysty wielkiego:
    Augustyna
    Ojca swego syna,
    Niedźwiedzkiego.
    On kiedy po płótnie
    Sztucznie pędzlem utnie,
    Widzisz wnet nosy,
    I uszy i włósy
    I gęby,
    I zęby,
    I wąsy i brody,
    Rumiane jagody,
    I jak lilije
    Bieluchne szyje
    I pulchne rączęta
    I słodkie oczęta,
    I tam dalej — i tam dalej....
    Aż wszyscy portret poznali.
    Lecz nie tylko postać człeka
    Tworzy jego pędzel śmiały;
    Ledwie ręką skinie,
    I już na płótnie płynie
    Bystra rzeka.
    Lub z marmuru kuty cały
    Wznosi się gmach okazały,
    Słońce świeci, gwiazdy błyszczą,
    Wiatry świszczą,
    Huczą gromy,
    Ogniste bałwany,
    Miotają wulkany
    I w płomieniach płoną domy.
    Te zaś wszystkie cuda stwarza
    Ręka naszego malarza.
    Ale jednaż to zaleta
    Zdobi Augustyna
    Muzy prawego syna

    Ucznia Apollina?
    Alboż nie wiemy, jaki on poeta?
    Czyliż jego wena płodna
    Nie jest pochwał godna?
    I czyliż od czasów Baki,
    Zjawił się rymopis taki?
    Stańcie tutaj wy Kropińscy,
    I Osińscy,
    I Warmińscy
    Wężykowie!
    Stań i ty stary Horacy!
    Niech z was każdy szczerze powie,
    Ile was mozolnej pracy,
    Rymy wasze kosztowały?
    Większej od was godzien chwały
    Poeta śmiały
    Co wiersze sypie jak z rękawa
    I liczne brawa
    Bez pracy zbiera.
    Próżno mu czasem rym się opiera,
    Lub napróżno sens przekorny,
    Nie jest rymowi pokorny.
    Takie zapory
    Jak kruche wiory
    Poeta łamie.
    I kiedy mu się rym nie upokorzy
    Wyraz potrzebny on natychmiast stworzy,
    Wy, co go znacie,
    Co go słuchacie,
    Bądźcie świadkami, że ja nie kłamię.
    Milczcież Zoile!
    Bo gdzie talent w takiej sile,
    Gdzie lot śmiały nie zna granic
    Tam krytyka za nic!
    I co do tego poecie,
    Że jego obrazów,
    Przenośni wyrazów,
    Wy rozumieć nie możecie?
    Patrzcie jak król ptaków,
    Wśród powietrznych szlaków,
    Zniknął wam z oczu w błękicie.
    Tak przed ludzkim wzrokiem,
    Muza, ciemnym mrokiem,
    Okrywa wieszcza na Parnasu szczycie.

    Lecz nie tylko na Pegazie,
    W natchnieniu śmiałem
    Stawa nasz Niedźwiecki cwałem
    Po twardym głazie.
    On nie tylko myśli wieszcze
    Rymem na papier wylewa;
    On coś więcej umie jeszcze,
    Bo równie wdzięcznie jak pisze tak śpiewa.
    I jak obraz nakreślony
    Ożywia sztucznie kolory,
    Tak też pióra swego twory
    Łączy z przedziwnemi tony.
    Za nic Pery,
    Hendle, Webery,
    Signor Spontini,
    Maestro Rossini,
    Dość już wam słynąć!
    Augustyn będzie muzyków wzorem:
    Wam bracia przed tym kompozytorem,
    Chorągiew zwinąć.
    Jakie to gorgi i trele
    Jakie z tonu w ton przeloty,
    Jakie muzyczne fortele
    Jakie crescenda i zwroty.
    Kiedy nawiasem
    Zahuczy basem,
    Uszy zatykać zniewala
    Trzęsą się okna i belki,
    Iż mniemałbyś słyszeć zdala
    Głos Romula karmicielki[5].
    A gdy w Sopranie
    Głos się urywa,
    Wdzięczne sapanie
    Ciszę przerywa
    I znowu czasem
    Naprzemian altem, tenorem, basem,
    Kiedy z tonu w ton przechodzi,
    Taka się harmonja rodzi,
    Z jaką na prośbę gniewnej Latony
    W dolinach Delos gmin przeobrażony

    Płonne swe żale rozwodzi.[6]
    Każde zatem jego pienie,
    Wesołe wzbudza ździwienie:
    I czy basso, czy soprano,
    Czy to forte, czyli piano,
    Czy powolnie, czy też żwawo,
    Zawsze brawo!
    Brawo!
    Brawo!
    Nie myślcie, że tu pochwały
    Już doszły do końca,
    Muzy znowu mi przysłały
    Z nowym wiankiem gońca,
    Ten zaś wianek różnowzory,
    Zwity ręką Terpsychory,
    Bo tak nieba chciały,
    Iżby jego chwały
    Nie zaćmił żaden obłoczek,
    By więc był sławiony
    I za wzór stawiony,
    Jak malarz, jak poeta, jak muzyk, jak skoczek.
    Co mi z dzisiejszych baletów,
    Kontradansów i menuetów:
    Skaczą, nogami trzepiecą;
    Jak młynki wiercą się kołem;
    Przez okna zda się wylecą,
    Lub trącą o sufit czołem.
    Bywaj zdrów panie Diuporze!
    Chociaż zgrabne twoje susy,
    W twoim francuzkim ubiorze
    Trocha mi wyglądasz kusy.
    Patrz na Augustyna,
    Jaka to mina
    Jaki krój sukni poważny
    Jak każdy krok,
    I każdy skok,
    Niewymuszony, odważny,
    Zgoła bez braku.
    Czy w mazurku, czy w kozaku,

    Niezna on w prawdzie waszych międzykotów[7]
    Ni powietrznych obrotów.
    Lecz zato patrzcie na jego figurę,
    Jak nogi idą trop w trop;
    Pięty ku ziemi, palce wszystkie w górę,
    Lekkim poskokiem
    Ursowym krokiem[8]
    Hop, hop,
    Hop, hop,
    Hop, hop.
    Muszę kończyć te pochwały,
    Bo już siły me ustały,
    Już Pegaz nie służy.
    Niechże przedmiot tego pienia
    Gwoli przyjaciół życzenia
    Maluje
    Rymuje
    Tańcuje
    I śpiewa najdłużej.

  10. ↑ Sławna niegdyś śpiewaczka nazwiskiem Lupa-Wilczyca.
  11. ↑ Wedle mitologji Jowisz na prośbę Junony mieszkańców wyspy Delos przemienił w żaby.
  12. ↑ Między kotów — to jest Entrechat.
  13. ↑ Od słowa ursus, niedźwiedź.