Przejdź do zawartości

Strona:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

prawie obłąkani, z zaczerwienionemi i nabrzmiałemi oczami, a prawie ślepotą, z prożną kieszenią, lub co gorsza i z ciężącym długiem, stają się istnymi tyranami i biczem dla swojej familji, która cierpiąc dopiero niedostatek dla zaspokojenia nawet nieodbitych potrzeb, czuje teraz cały ciężar niefortunnego swojego losu. A jakichże przytem w czasie gry niedopuszczają się nikczemności i otwartej kradzieży, kręcąc, podkartowując, do cudzej zaglądając karty i w zapisywaniu zwiększając swoją wygranę, wszelkich nakoniec najpodlejszych używając środków dla wynagrodzenia swojej przegranej; w najwięszej czynności sprężystość w palcach, w zastosowaniu mechanika, a nieraz nawet i chemija. Wynikają stąd kłótnie, zwady, a często i bójka, gdy się na dobre wezmą za czuby. Nieraz można widzieć, jak ten, co przybył na kartową zabawę cugiem w świecącej się herbami karecie, wraca do domu na wymodlonej dryndulce, ba nawet piechotą i niemal o żebraczym kiju z pobitemi policzkami i w połatanem odzieniu. A jakże często zgrany kończy życie z rozpaczy kulą, lub na stryczku.[1] Co za pocieszna rzecz patrzeć nareszcie na grających w karty zgarbionych, prawie już ślepych starców z nasadzonemi na nos okularami, lub na tych, którzy przez zasłużoną sprawiedliwie chiragrę[2], mając już powykręcane palce, w kartowaniu kart i ich trzymaniu posługują się jeszcze obcą drogo nawet opłacaną ręką? Miła to rzecz wprawdzie grać w karty, lecz gdy niestety najczęściej się wyradza w szaleństwo, i karciarze stają 

  1. ↑ Błąd rozszerzenia cite: Błąd w składni znacznika <ref>; brak tekstu w przypisie o nazwie "przypiswtekściegłównym"Błąd rozszerzenia cite: Błąd w składni znacznika <ref>; brak tekstu w przypisie o nazwie "przypiswtekściegłównym"
  2. ↑ Chiragra, artrytyzm w ręku, a podagra w nogach, od gr. słów chejr ręka i pus noga. Nazywa tu sprawiedliwie zasłużoną, że karzy szaleństwo karciarzy i szulerów. Alluzja do owego u Horacego gracza, czyli szulera, o którym mówi: Woloneriusz ladaco zrodzony, jak mówią, w gniewie bogów, kiedy mu sprawiedliwie zasłużony artrytyzm powykręcał i zbezwładnił palce, codzień najmował sobie takiego, coby za niego brał do rąk kostki i rzucał je do puszki, ks. 2. List. 7, 14 nn. U starożytnych bowiem grano w kości, jak u nas w karty, które rzucano do naczynia zwanego pyrgus, mającego kształt wieżyczki i wewnątrz w pewnych odstępach przegródki nie całkowite, z wycięciami, po których kości spadały nakoniec na stół. Ob. Rich Dicitionaire des antiquités romaines et greques pod wyrazami: fritillus, pyrgus i turricula.