Przejdź do zawartości

Strona:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

roskoszy.

Alchemicy.

Cóż powiem o alchemikach[1], co zaryglowani w swoim pokoiku tajemną i sobie tylko jednym wiadomą sztuką przyrodzenie rzeczy usiłują przetworzyć, i przebiegając i morza i lądy piątej jakiejś szukają essencji, czy elementu, albo jak się sami szumnie wyrażają: filozoficznego kamienia, za pomocą którego mogliby wszystko zamienić w złoto i życie swoje przy odnawiającej się coraz młodości do nieskończoności prawie przedłużyć.[2] Tych tak słodka uwodzi nadzieja, że nie szczędzą ni trudu ni kosztu, i żeby się ustawicznie ale przyjemnie łudzić i samych siebie oszukiwać, dziwne jakieś i coraz nowe roją w swej głowie marzenia, aż nakoniec strwoniwszy wszystko, do tego przychodzą, że nie mają nawet kącika gdzie piecyk urządzić i swój postawić tygielek, w którym złoto prażą. Mimo to jednak nie porzucają swych błogich marzeń, a i drugich jak mogą, tak starają się tem szczęściem omamić i omroczyć. Nakoniec, gdy już wszelką utracą nadzieję dopięcia kiedykolwiek swojego celu, pocieszają siebie owem zdaniem poety: że w wielkich przedsięwzięciach już sama chęć dobra staje się największą zasługą[3];

lub owem:

Piękna rzecz latać, gdy się komu godzi,
Bespieczniej jednak kto po ziemi chodzi.[4][2]

Utyskują przytem na krótkość swojego życia, która im nie dozwala tak wielkiego i świetnego dokonać dzieła, i gdyby dłużej pożyli, nieśmiertelnym okryliby się laurem.

Karciarze.

Co się tyczy karciarzy, sama nie wiem, czy mam ich zaliczyć do mego grona. Wszakże możeż co być głupszego a razem i śmieszniejszego, jak widzieć niektórych tak dalece w tym zamiłowanych rzemiośle, że na widok kart[5], ledwo im serce nie wyskoczy z radości, i gdy nie mają z kim po-

  1. ↑ Alchemja z arab. najwyższa chemja, sztuka połączenia i przetwarzania kruszców, pod nazwiskiem świętej nauki, wzięła swój początek u egipskich kapłanów w Tebach i Memfis, z przekonania, że jest taki kamień, lub proszek, którym skoro się dotknie lub posypie jakikolwiek metal, natychmiast zamienia się w złoto. Proszek taki lub kamień nazwano filozoficznym kamieniem. A że przez złoto nabywają się roskosze, a uczeni chcieli niemi napawać się jak najdłużej, że zaś to niepodobna bez zdrowia, więc chciano jeszcze odkryć i lekarstwo na wszelkie choroby i życie swoje przedłużyć bez końca, szukano więc i filozoficznego eliksiru czyli eliksiru życia. Kapłani egipscy twierdzili, że twórcą ich nauki był Hermes Trismegitos t. j. bardzo wielki, czyli Merkurjusz i miał napisać 36.525 tomów, w których niby wszystko było objaśniono, co jest tylko na świecie. Ale najważniejszem jego pismem miała być tak nazwana szmaragdowa tablica, na której wyłożywszy szczegółowie swoję naukę skrył ją z początku w głębi ogromnej piramidy. Rozumie się jest to wymysł niepodobny do wiary, wszakże tablica ta doszła do nas, zapewne napisana nierównie później, to jest około VII. wieku po Chrystusie. Próżno uczeni starali się rozczytać i na nowożytne języki przełożyć symboliczne w największej części jej znaki, których znaczenia zgoła nikt nie mógł przeniknąć. Od Egipcjan ta nauka przeszła do Greków i w VIII. i IX. wiekach i posłużyła niejakiemuś Kallinikowi do wynalezienia gregorjańskiego tak nazwanego, czyli greckiego ognia, a Markusowi Grekowi do wynalezienia prawdopodobnie prochu już w 8. w. jak to z jego dzieła: sztuka niszczyć nieprzyjaciela ogniem, do którego składu wchodzą siarka, węgiel i saletra, właśnie jak do prochu, wnieść można. Od Greków ta nauka przeszła do Maurów, a od tych już w 13 w. do Europy, pod imieniem Alchemji. Odtąd wszyscy od królów do mnichów jęli się robić złoto i nazwano tę naukę sztuką Hermesową, lub czarną nauką albo magią, bo nie wszystkich było celem wynalezienie filozoficznego kamienia, wielu dobijało się czegoś tajemniczego, przez połączenie minerałów chcieli wyzywać umarłych i od nich się dowiedzieć o tamtym świecie i to stanowiło czarnoksięstwo. Począwszy od VIII. w. mnóstwo przez Alchemików napisano dzieł, które jeszcze się i teraz natrafiają po bibliotekach nieraz złożone z kilku ogromnych tomów, pod najdziwaczniejszemi tytułami, jako to: księga dwónastu bram; księga świata; prawdziwy skarb życia człowieka; grób Semiramidy odkryty mędrcom; światło z ciemności; złote runo czyli kwiat skarbu i t. p. a wszystkie pisane zagadkowym jakimś językiem, zrozumiałym tylko dla wybranych i wtajemniczonych; minerały też i inne przedmioty wchodzące do ich operacyj, osobnemi, umówionemi u nich nazywają się imionami. Niektóre operacje Alchemików usilnych i przeciągłych wymagały trudów, co się i nazywało herkulesową robotą, a wszystkich co się niemi zajmowali i łatwowiernych bogaczów, których w to wciągnęli, do szczętu zubożyły i przyprowadziły prawie do kija i torby. W XVII. wieku dopiero alchemja utraciła swoję tajemniczość, stała się pożyteczną i wielką nauką — terazniejszą chemją, której pierwszym twócą był Francuz Lavoisier, a uczeni emblematyczne, ciemne uprzednie nazwy przedmiotów zamienili innemi umówionemi znakami, jak to w pierwszy raz widzimy w dziele Rudolfa Glaubera. Skutkiem zaś tych prac uczonych były wynalazki rozmaitych lekarstw, farb, rzeczy najpożyteczniejszych. Najzawołańszym w 13, w. Alchemikiem był Arno de Villeneuve, a dzieło jego: Paciorki (różaniec) filozofow, stanowi zbiór alchemicznych bredni, zaciemnionych jeszcze niezrozumiałym językiem. W innym traktacie: rozprawa o winnej wodzie, nazwanej także z francuzkiego eau de vie wodą życia, pierwszy wskazał sposób dobywania spirytusu z wina, czyli pędzenia wódki. Drugim sławnym alchemikiem był Rajmund Lull, rodem z Palmy na wyspie Majoryce w r. 1235. pamiętny swemi przygodami życia. W r. 1865. w jednym mieście południowej. Francji, w której więcej niż gdzieindziej przechowały się wspomnienia wieków średnich, gdy budowano wspaniały hotel na rumowisku starożytnej jakiejś budowy, która wedle podania należała kiedyś do sławnego nekromauta i astrologa Rajmunda de Lulla i rozbierano niezwyczajnie grubą ścianę, robotnik swoją motyką uderzył o coś metalicznego. Po uprzątnieniu kamieni odkryto żelazne drzwi starannie zamurowane, a za niemi w framudze kupę glinianych i szklanych naczyń, staroświeckiej formy oraz roboty o długich szyjach, w jednem z naczyń mocno zasmolonem okazał się płyn, z wypłowiałemi, spełzłemi i ledwo czytelnemi na naczyniu łacińskiemi literami: Longae vitae elixir. Pod naczyniem zaś rękopis z kilku arkuszy, ale pergamin tak był zbutwiały, że wezwany professor miejscowego liceum, na fundamencie kilku bez związku słów: Paracelsus.... Regiomontanus.... sulphur.... aeternitas.... dum semel bibat.... które się dobrze zachowały i w kilku miejscach rękopisu powtarzały się, ten tylko zrobił wniosek, że ów drogi rękopis najpewniej zawierał instrukcją o składzie i sposobie użycia pomienionego eliksiru, którego tajemnica uważała się za zginioną na zawsze. Kiedy naczynie odkorkowano, silny dał się czuć zapach, który jedni porównywali z zapachem starej wódki, inni z aromatem dobrego rotenfeldskiego kirszwaseru. Gospodarz, kupiec M. K. zdecydowawszy się poprobować tego płynu w obec całej swojej familji, zaproponował i profesorowi liceum zakosztować nieśmiertelności. Gospodarz na którego osobę najwięcej w tym razie dostało się płynu, objawił, że tylko najgęstszy rum może się porównać z mocą tego eliksiru.... Ob. Виленскій Вҍстникь. Z r. 1865. Nr. 191. pod dniem 2. września, który tę wiadomość przytacza z francuzkiej gazety „Messager du Midi“. I tak drogocenny eliksir życia, którego wynalezienie kosztowało życia tylu uczonym, którzy w ciągu kilku wieków z niezmordowaną pracą i że tak powiem upornie dobijali się, ważąc na to własne życie i niezmierne skarby, odkrycia tajemnicy uniesionej w mogiłę, był nakoniec znaleziony. W XVI. wieku sam Cesarz niemiecki Rudolf II. namiętnie i, jak mówią, z wielkim skutkiem, zajmował się alchemją, bo po jego śmierci miano niby znaleźć 17 beczek przezeń zrobionego złota. On też wielkiemi obietnicami przez Zygmunta zwabił do siebie znamienitego także alchimistę naszego rodaka Michała Sędziwoja, zwykle zwanego Sendigovius, urodzonego 1566 r. pod Krakowem we wsi Sądecz, a zmarłego 1646 w Krawarzu (Gravano) w 80 r. życia, którego Rudolf nazywał najuczeńszym człowiekiem wieku i przez wdzięczność nagrodził potem nadaniem dóbr Kaszwary na granicy Szląska i Polski. I w rzeczy samej Sędziwoj zajmuje jedno z pierwszych miejsc, i nie było może tak odległego kraju, w którymby imię jego nie zasłynęło w swoim czasie, nie było europejskiego dworu, któryby nie pożądał jego odwidzin i nie słał doń ofiar, by zwabić do siebie. Zadziwił on swoją sztuką jak i księcia Fryderyka Wirtemberskiego, tak wszędzie. Przed nim znany był powszechnie w świecie uczonym jako alchemik Dominikan Wincenty Koffski, zmarły w Gdańsku 1488 którego dzieło de prima materia veterum lapidis philosoforum, podpisane d. 4. października 1478 r. i przezeń zamurowane w kurytarzu jego klasztoru, znalezione tam 1560 r. ozdobione allegorycznemi obrazami i figurami, filozoficznemi jajami i innemi alchemicznemi emblematami, kilkakrotnych doczekały się wydań i przekładów. Nakoniec Patkul, znajomy ze swojej tragicznej śmierci, za Karola XII, którego ciekawe pisma zostawione przezeń jenerałowi Hamiltonowi, potem dostały się spadkiem jego potomkowi Gustawowi Hamiltonowi i do przejrzenia oddane sławnemu chemikowi Berzeliusowi. Sędziwoja zaś wszystkie pisma wyszły w Norymberdze w wydaniu Rothscholtza 1718 r. O Sędziwoju i polskich alchemikach ob. artykuł w kalendarzu illustrowanym Ungra na 1865 r. Warszawa str. 37—42. Oraz Bakona Metoda tłumaczenia natury, którą Michał Wiśniewski wyłożył i przydał wiadomość o Sędziwoju alchemiku polskim, 8vo Kraków 1824. Nie podlega wątpliwości, że ta sztuka robienia złota jest płodem wybujałej imaginacji, i że już wielu zawiodła, a że i teraz znajdują się jeszcze tacy, którzy wierzą w kamień filozoficzny i inne podobne matactwa, rzecz równie podziwienia jak i politowania godna. Że zaś alchemja najwięcej w wieku Erazma wielu pozawracała głowę, nie mógł więc jej adeptów pominąć jak w Pochwale Głupoty, tak jeszcze w bardziej sarkastycznej Rozmowie: Alcumistica, i nasz Jędrzej Śniadecki wydrwił ich w Podróży próżniacko filozoficznej, w wydaniu dzieł jego Warszawa 1841. Tom 5. str. 31, 68, 116. Trzy lekcje w Trokach.
  2. 1 2 Błąd rozszerzenia cite: Błąd w składni znacznika <ref>; brak tekstu w przypisie o nazwie "przypiswtekściegłównym"Błąd rozszerzenia cite: Błąd w składni znacznika <ref>; brak tekstu w przypisie o nazwie "przypiswtekściegłównym"
  3. ↑ Słowa są Propercjusza ks. 3. Eleg. 1, 6. In magnis et voluisse sat est.
  4. ↑ Przypis własny Wikiźródeł Piękna rzecz latać... — fragment V pieśni Myszeidy Ignacego Krasickiego.
  5. ↑ Mimo uczone poszukiwania wielu pisarzy, z pewnością nie można oznaczyć ani czasu, kiedy karty zostały wynalezione, ani imienia ich wynalazcy. Powszechna opinja naznacza wynalazcą kart błazna i malarza Karola VI. francuzkiego, Jaequeni Gringonneura, dla rozrywki tego obłąkanego króla syna Karola V., ale mylnie. Gringonneur nie wynalazł kart, ale je tylko zmienił. Karty daleko przed N. Chr. były już znajome Chińczykom. Wyrzynały się na deszczułkach i przyozdobiały różnemi kolorami. We Francji jeszcze w początkach 13. w. już były w użyciu, jak wnieść można z jednego postanowienia Ludwika ś. wydanego w Paryżu 1234 r. którem grający w karty skazywani byli na chłostę, a Karol V. w r. 1369. wielce azar-downych gier zabronił. Karty używane teraz, wynalezione, a raczej udoskonalone w drugiej połowie 14 w. Karty Gringonneura były długie około 92. centimetrów i przeto do gry niewygodne. Celem wreszcie Gringonneura była nie gra, ale raczej zabawka i rozrywka dla nieszczęśliwego króla. Na kartach Gringonneura, złożonych z figur, asów i osemek, jeden tylko król dzwonkowy, wyobrażający Karola VI, miał królewską koronę takiej formy, jaka w ówczas była w użyciu, wszystkie inne króle miały korony książęce. Teraźniejsza forma cesarskich koron przyjęta nierównie później, mianowicie przy Karolu VIII. jako około tegoż czasu weszło w zwyczaj tytułować królów i Cesarzów: Wasza wielkość; najjaśniejszy Panie. Walety wyobrażały znakomitych swym wpływem dworzan, damy zaś wyobrażały frejlin królowej, a dama winna (pikowa) wyobrażała Izabellę, bawarską krolowę. Potem dopiero drudzy zrobili to, co nie było w planie biednego błazna, zmienili formę kart i dopełnili ich liczbę do dwójki. Po kilku nakoniec wiekach, kiedy się karty upowszechniły, starano się im nadać szczególne allegoryczne znaczenie i chciano dowieść, że są wynalezione w najlepszym celu, jak tego starali się dowieść OO. Jezuici, następnie objaśniając znaczenie kart. As po łacinie znaczy monetę, a że asy we wszystkich grach mają pierwszeństwo nawet przed królami, więc to ma znaczyć, że pieniądze stanowią główny fundament szczęścia państwa, że one szczególniej potrzebne są w czasie wojny, tak że bez nich potęga królów nic nie znaczy. Kolor treflowy (w polskich kartach żołędziowy), ponieważ wyraz trefle znaczy koniczynę, wszędzie obficie rosnącą, więc przypomina, że przewidujący i rozsądny dowódzca nigdy nie powinien tam stawać obozem, gdzie jest niedostatek żywności i siana. Piki (w polskich wino) i karro (w polskich dzwonka) oznaczają, że do pomyślnej wojny arsenały i w ogóle wojenne składy powinny być zaopatrzone w broń wszelkiego rodzaju. Co znaczą piki, czyli dzidy, każdemu wiadomo; co zaś karro (w polskich dzwonka) po franc. le carreaux, były to dawniej ciężkie strzały z czworograniastem na końcu żelaznem ostrzem. Kiery — les coeurs (w polskich czerwień), od słowa coer serce, odwaga, znaczy męstwo i odwagę wodzów i żołnierzy. Na czele każdego koloru, jakoto królowie: Dawid, Aleksander, Cezar i Karol W. oznaczają, że jakby mężni i odważni nie byli żołnierze, potrzebni są dla nich mądrzy i doświadczeni dowódzcy. A że życie tych dowódzców jest drogie, więc trzeba się starać nadewszystko, żeby oni nie wpadli w ręce nieprzyjaciół; ztąd grając w pikieta i inne gry, koniecznie przy królach należy zostawywać inne karty tegoż koloru, w kształcie przy bocznej straży, żeby królowie będąc samotni nie zginęli. Anagramma Arżyna (Argine) nazwanie treflowej damy, znaczy regina to jest królowa i jest nią Marja Anżujska, żona Karola VII.; Rachel, dama dzwonkowa, czyli karowa, oznacza Agnieszkę Sorel; Palas (Pallas) dama winna, czyli pikowa, oznacza Joannę d’Ark; nakoniec Judyt dama czerwienna, czyli kierowa, wyobraża królowę serc, to jest Izabellę Bawarską, żonę Karola VI. Walety winny i żołędziowy, czyli pikowy i treflowy oznaczają rycerzy Karola W. Walet czerwienny czyli kierowy wyobraża Lagora, a walet dzwonkowy czyli karowy Hektora, dwóch wielkich dowódzców Karola VII. Cztery te walety mają także wyobrażać starodawną francuzką szlachtę; reszta zaś kart od dziesiątki do dwójki, prostych szeregowych i naród. Z tego objaśnienia widzimy, że szanowni OO. Jezuici celowali we wszystkiem i w głębokich swoich poszukiwaniach nie ograniczali się jednemi tylko religijnemi badaniami. Że karty już i pod Karolem V. a może i wcześniej daleko były w Europie znajome, chociaż z pewnością daty naznaczyć nie podobna, nie podpada wątpliwości. Artykuł 38. Kanonów synodu w Worcester pierwszy wyraźnie zda się oznacza karty pod wyrazami grać w króla i królowę, tak bowiem brzmi: „Zabraniamy duchownym brać udział w nieprzyzwoitych zabawach, tańcach, hazardownych grach, niech nawet nie dozwalają w swojej obecności grać w króla i królowe wywracać koziołki i borukać się“. Prohibemus etiam clericis, ne intersint ludis inhonestis, vel choreis, vel ludant ad aleas vel taxillos, nec sustineant ludos fieri de rege et regina, nec arietes levari, nec palastras fieri. U dawnych pisarzy nietylko nigdzie nie znajdujemy wyraźnej o kartach wzmianki, ale nawet ani wyrazów, z którychby wnieść było można, że jest mowa o nich. Owidjusz wyliczając wszystkie rodzaje zabaw i gier używanych u Rzymian, o kartach żadnej nie czyni wzmianki. Z czasów chrześćjańskich ś. Cyprjan, biskup kartagiński, zmarły w 258 r. napisał osobne dzieło po tytułem: wiadomości, czy traktat o widowiskach i azardownych grach, wszakże z pewnością można twierdzić, że w nim żadnego nie ma słowa, żadnego wyrażenia, któreby się dało zastosować do kart. Wreszcie jeśli, wedle powszechnego mniemania, karty dopiero około 1392 r. kiedy Karol VI. dostał obłąkania zmysłów, dla jego rozrywki i zabawy zostały wynalezione, wynalazek to godny zaiste tylko obłąkańców i szalonych! Kto chce dokładniejszą powziąć wiadomość o początku wynalazku kart, ich pierwiastkowej formie, liczbie, oraz znaczeniu rozmaitych przedstawianych na nich wyobrażeń, jako też i o różnym rodzaju z początku gier, niech czyta, którzy o kartach pisali: OO. Menestrier, Daniel, Bullet, Rive, także de Court de Gebelin; z Włochów Ojciec Bethinelli; w Niemczech baron Heinecken, Breitkopf i Jansen; nakoniec Anglicy Ottley i Singer tudzież najnowsze ciekawe dzieło: Origine de cartes à jouer z rysunkami na 70 tablicach Paryż 1869. Oraz artykuł w Magasin pittoresque na 1836 r. T. 4. str. 131 i 153. nn. gdzie znajdzie i wizerunki dwóch z 17. w. kart zachowanych dotychczas w paryzkim gabinecie rycin z czasów Karola V. jako też późniejszych nieco niemieckich — Отечественныя Записки, мѣсяць Май 1865 г. стр. 284 — 306 азартныя игри въ Европҍ и у нась.