w głowie[1], nieraz większą z nich odnosi korzyść, niż z drugich mozolnie naciąganych dowodów i wyślęczonych foliałów? Gdy kto naprzykład w żmudnie skleconej mowie[2] zaleca pod niebiosa retorykę i filozofją[6] [7] [8] [9], drugi sypie jak z rękawa pochwały dla jakiego króla[10], inny zapala do wojny przeciw Turkom[11], lub przyszłe przepowiada rzeczy[12], albo nakoniec o niebieskich rozprawia migdałach[13] lub o żelaznym wilku. Jako bowiem nic nie ma nudniejszego, jak o rzeczach ważnych rozprawiać bez sensu i ładu, tak przeciwnie nie przyjemniejszego jak pisać fraszki tak, żeby się jak najmniej być niemi zdały. Co do mnie niech sądzą drudzy; chociaż, jeśli mię nie uwodzi miłość własna[14], chwaliłem głupotę, ale nie zupełnie głupio. Co się tycze zarzutu uszczypliwości, niech każdy pamięta, że zawsze wolno było karcić w ogóle ludzkie przywary, byle bez przesady. Dziwię się wreszcie, jak to w nasze czasy zdelikaciały i stały się drażliwemi uszy, tak nawykłe do szumnych tytułów[15], że już o niczem innem i słyszeć nie chcą. Nie mało także jest takich świętoszków, tak przewrotnie religijnych, że prędzej zniosą obojętnie bluźnierstwa przeciwko samemu Chrystusowi, niż najmniejszy żarcik z papieża, lub króla, zwłaszcza co do ich powszedniego chleba[16] to jest dochodów. Ale kto tak ludzi karci, że niczyjej nie obraża osoby, nikogo, że tak powiem, nie wytyka palcem, ten zda się więcej nauczać i napominać, niż kąsać. A ileż to razy przymawiam ja samemu sobie? Wreszcie kto żadnego rodzaju ludzi nie oszczędza, ten się zapewne nie na człowieka, ale na jego przywary i występki gniewa. Kto więc siebie tem pismem policzy dotkniętym, ten sam siebie wyda, że ma nieczyste sumienie, a przynajmniej boi się za takiego być mianym[17]. Daleko więcej pozwalał sobie w tej mierze ś. Hieronim, bo nieraz nawet wytykał i same osoby. Ja zaś nie tylko, że wszędzie całkiem ich zataiłem imiona, ale nawet styl mój tak miarkowałem, że rozsądny czytelnik łacno się przekona, że mi więcej szło o rozrywkę, niż o przekąsy. Nie tknąłem się bowiem, jak Juvenalis[18], tajemnego owego steku zbrodni, i starałem się wystawić na widok rzeczy więcej śmieszne, niż brudne. A kogo i to nie przebłaga, ten niech sobie przynajmniej pamięta, że zaszczytem jest być od głupoty zganionym[19], którą ponieważ przedstawiłem mówiącą tu samą, musiałem się ko-
- ↑ W originale nasis obcsae, tępego węchu przenośnie, jak u nas smarkacz, w łacińskim języku stosowano do człowieka tępego, głupiego (Hor. Epod. 12, 3.) jak emunctae nasis (Hor. 1. Sat. 4, 8.) wysmarkanego nosa, do człowieka rozumnego i zdrowo sądzącego o rzeczach; ale pierwszemu dobrze odpowiada nasze brak mu klepki w głowie.
- ↑ W żmudnie skleconej mowie, to jest którzy układają mowy nie własną pracą i nie z swojej głowy, ale z cudzych zewsząd nazbieranych, nakradzionych i że tak powiem wyżebranych z drugich pisarzy kawałków zszywają, co właśnie Grecy zowią rapsodą a całe dzieła centronami. Ob. wyżej przrzypis 21. pod koniec.
- ↑ których było wszystkiego trzy, i te jego, jako nieżonatego, faworytki.
- ↑ Przypiął tu wyrazy Tacyta (Histor. lib. 1. c. 1.) nieco przekręciwszy: Rara temporum felicitate, ubi sentire, quae velis, et quae sentias, dicere licet. Rzeczywiście dowiódł tego swoim zarządem, a ci, co byli pod jego zwierzchnictwem popamiętają go i nigdy nie zapomną, dał się bowiem dobrze we znaki przez swój płochy, pajacowski i bezsumienny charakter, którego, że już był w latach zmienić nie był w stanie.
- ↑ Owidy pisał o sztuce kochania czyli podobania się — de arte amandi — tudzież lekarstwo na miłość — remedia amoris — i o kosmetykach czyli upiększeniu twarzy — medicamina faciei.
- ↑ Podobne mowy, więcej dla popisu ze swoim dowcipem niż dla pożytku słuchaczy, zwykle bywają miewane przy rozpoczęciu kursu nauk, lub ich zamknięciu. Dla przykładu nie mogę tu nie przytoczyć dla swej oryginalności, choć w skróceniu, długiej mowy, którą w obec licznie na ten cel uprzednio uproszonych gości miał jeden dyrektor gimnazjum, przy zamknięciu rocznych szkolnych kursów na publicznym akcie w ten sposób: „Łaskawi panowie i Łaskawe Panie[3]! Powołany od rządu, który, mogę sobie nietylko pochlebiać, ale, i publicznie wyznać, nie zawiódł się w tym swoim wyborze do kierowania ukształceniem tutejszej młodzieży, a wielu z was waszychże dzieci, panowie, korzystam z tak upragnionej dla mnie okoliczności i waszego zaufania, któregoście dowiedli swem tu licznem zebraniem się i mam dziś przemówić do was o przeszkodach, jakie z waszejże samych strony stawały mi i dotąd jeszcze stają na przeszkodzie wykształcić wedle moich pojęć i widoków to młode powierzone mi pokolenie. Dożyliśmy, nareszcie, dzięki opatrzności, tych szczęśliwszych i błogich czasów kiedy już niczem nie krępowani możemy nie tylko myśleć, co chcemy, i mówić co myślimy, ale nawet i robić, co się nam podoba[4]. I dlatego to prawdziwa oświata olbrzymim naprzód postępuje krokiem, tak iż się prawie obawiać należy, by doszedłszy ostatnich krańców, nie była znaglona stanąć jak wryta, albo nawet wstecz się cofnąć, gdyż wszystko na świecie ma swoje granice. Inne wieki słyną wynalazkiem papieru, druku, prochu, kompasu i tym podobnych rzeczy, bez których wszakże tyle najuczeńszych starożytnych narodów wygodnie się obchodziło; naszemu wiekowi szczególnym losem zostawiona była cześć i sława większych nierównie i praktyczniejszych wynalazków, z tych wspomnę tylko wam celniejsze, które ile z jednej strony zdumiewają, tyle z drugiej przykładają się do prawdziwego szczęścia ludzkiego żywota. Żelazne koleje sieciami dziś pokrywające nie tylko ucywilizowaną Europę, ale nawet dzikie odludne kraje, a ułatwiające widzenie się i rzucenie się w objęcia drogich dla serca naszego osób; dagierrotypy i doskonalsze dopiero od nich fotografje czyli światopisy, które dają nam możność zawsze mieć przed oczami wierne oblicza ubóstwianych przez nas kochanek, z któremi los zawistny lub niepokonane życia okoliczności okrótnie nas rozłączyły, a z których obrazów możemy sobie domowe urządzić ołtarze, jakowym chociaż coś podobnego mieli już owi słynni z umienia żyć Rzymianie i Grecy, ale czemże ustawione, oto kilku niezgrabnemi jakiemiś i przytem zimnemi dla serca i niemogącemi obudzić w niem żadnego tkliwego uczucia, wymarzonych swoich bóstw bałwankami, kiedy my możemy na nich ustawić i liczniejsze i prawdziwsze bóstwa naszego serca, których sam już widok gorączkowem jakiemś uczuciem przejmuje nie tylko członki, ale przenika aż do szpiku kości i przepełnia serce najrzewniejszem uniesieniem; lecz mówić o tem bez dreszczu i najsilniejszego wzruszenia nie jestem w stanie. Owe znowu cudowne krynoliny, podnoszące kibić niewieścią do nimf nadobnych, lub bajecznych bogiń, jedyne powiernice prawdziwe strażnice tajemnych wdzięków, z któremi nieraz igra swawolnie lada zefirek i ciekawemu przechodniowi odkrywa do nieopisania widok, owe, mówię, krynoliny nieraz najbespieczniejszy zbawczy port kochanków przez zazdrośnych i strupieszałych mężów pochwyconych na najsłodszych uściskach, o! gdyby je znali owi grecy i Rzymianie, zalotny do Wenery Mars nie byłby wpadł w siecie Wulkana 136 (
to odnośnik do późniejszego przypisu ze strony 331); niezliczone nowe kosme tyki, których tak próżno szukał wynalazczy genjusz starożytnych i jakie Owidemu[5] i do głowy nie przyszły, a służące nie tylko do utrzymania co chwila ulatującej i niknącej młodości, ale zgładzające nawet wszystkie ślady kościstej ręki starości, co więcej zaniecające wygasłe już przez wiek najtkliwsze uczucia, ubielonego wiekiem starca przywracające do junackiej rzezkości i ognia; unikczemniające te obmierzłe plechy, łysiny, zmarszczki, piegi, siwizny i wszelkie bijące w oczy ciała ułomności i przywary; owe nareszcie wynalazki zabezpieczające kobiety od prozaicznej ciąży i tej następstw bolesnych i niebezpiecznych połogów, a mężczyzn od zgubnych chorób i rozmnożenia się nad potrzebę licznej familji: dróciane ogniste telegrafy, za pośrednictwem których w każdej chwili możemy rozmawiać z drogiemi nam osobami i wylewać uczucia, chociażby one były i na końcu świata, a to bez najmniejszej obawy być pochwyconemi, jak to na nieszczęście bywało dotąd nieraz ze zwyczajnemi pismami: a cóż powiew o udoskonaleniu sztuki kucharskiej w nasze czasy? zaiste litować się przychodzi nad starożytnymi owymi smakoszami Apicjuszem, Lukullem, Heliogabalem, i któż ich wszystkich wyliczy, którzy tracąc do nieuwierzenia bajeczne prawie, ogromne sumy pieniędzy dla dogodzenia swemu podniebieniowi, nigdy się z gustem ani najedli, ani napili, bo wreszcie i jakież mieć mogli przysmaki? a jeśli i były jakie, co łechtały ich grubą jeszcze i niewykształconą, nieuszlachetnioną gębę, a które w nas budzą tylko ckliwość i obrzydzenie, tedy czyż one mogą iść w porównanie z temi, jakiemi nas dzisiaj obdarzają pięć części świata i twórczy genjusz naszych kucharzy, których powołanie słusznie dziś w społeczności pierwsze zajmuje miejsce. Zaiste będzie to zawsze wiekami niepożytą dla kraju naszego chlubą, że nawet i miernej, ograniczonej prawie fortuny obywatele, ale znający właśnie co to jest żyć a żyć, gdy tam jednego jakiego, że tak powiem, groszowego utrzymują bakałarza, dla nauczenia swych dzieci czytać tylko i pisać, kucharzy, chociaż drogo opłacanych całe mają pułki, osobnego dla zup, drugiego dla pieczystego różnych gatunków nazw i przypraw, innego dla niezliczonych rodzajów ciast, innego dla cukrów i lodów, słowem osobnego dla każdego wymysłu, a to wszystko dla uszczęśliwienia życia. Od takich to rodziców dobrze wychowany młodzieniec brać przykład powinien, takich mieć wzorem w swem życiu. A czyż owi miłośnicy roskoszy życia, nie mówię znali, ale czy kiedy nawet słyszeli, lub czy się im kiedy śniło o naszych strazburskich pasztetach, westfalskich szynkach i kiełbasach, kremach, kompotach, biskwitach, niezliczonych buljonach i zupach, makaronach, lodach, oraz tych całych, że się tak wyrażę szwadronach win, likierów, wódek, limonjad i innych już chłodzących już ogrzewających trunków i sorbetów, które gdyby się dziś przyszło wyliczać właściwem każdemu imieniem z oznaczeniem ich dobroci czyli bukietu, wartości i różnych odcieniów, trzeba byłoby spisać całe foljały. Nie dziwię się, kiedy na samo wspomnienie tego wszystkiego płynie z ust ślinka, a i komużby ona nie pociekła? pewny jestem, że i sam pogański Jowisz, jakkolwiek, jako bóg wybrednego smaku, z całym swym niebianów orszakiem, pewnieby rzucił swoją ambrozję i nektar, gdyby choć zakosztował tych darów sztuki, któremi my aż do przesytu możemy się napawać, kecz najwybitniejszą cechą naszego wieku, stawiącą go na równi ze złotym owym dawnych marzycieli wiekiem, jest i będzie przez wieki wieków tylu usiłowaniami i trudami zdobyty nareszcie kommunizm, ten prawdziwy postęp, to istne hesperyjskie jabłko i złote runo, którego z tylu ofiarami szukali i znaleźć nie mogli starożytni, a w porównaniu z którym czemże jest cała owa marzona Platona rzeczpospospolita, mówię tylko marzona, bo jej nikt z dawnych nigdy nie dożył. My, my to możemy tem się poszczycić. I możeż być większa kiedykolwiek spólność dóbr, gdy dzisiaj niema by najlichszego urzędniczka, ciura nawet, któryby na pieniądze skarbu nie patrzał jak na swoje własne? Zaiste, jest to owo złote Kolchów runo, które od najwyższego dygnitarza, aż do ostatniego budnika, wszyscy strzygą i to, mojem zdaniem, stanowi prawdziwy postęp, więcej powiem ową wolność i swobodę, do których rodzaj ludzki wraz od swego stworzenia z takiem utęsknieniem i tak gorąco wzdy-chał, tak usilnie szukał i niezmordowanemi dobijał się trudami? gdyż bogatemu to i pieniężnemu wszystko wolno, bo złoto przenika najeżone bagnetami zastępy i niedobytych fortec granitowe ściany (Hor. Od. ks. 3. Od. 16. w. 9.), żadne go nie krępują ustawy, które dziś dzięki postępowi, i jak należało, stały się czczą tylko i martwą literą: złoto właśnie zamienia cnotę w zbrodnię, a zbrodnię w cnotę i otacza ją aureolą honorów, czci i hołdów; wszyscy w postępu osobie składają najwyższe hołdy złotemu cielcowi, któremu się kiedyś naród żydowski, niesprawiedliwie przez wielu niebacznych miany za ciemny, pierwszy, dobrze pojąwszy warunki bytu człowieka na ziemi, przenikniony najrzewniejszemi uczuciami tak szczerze i uroczyście bił czołem, i przeto ten złoty cielec statecznie jego się trzyma. Czyż niesłusznie więc zdaniem mojem i nasi patrjoci, szerzyciele oświaty i wyznawcy postępu nie tylko na giełdzie, rynku i w wekslarniach, ale na rogach niemal ulic i publicznych placach wołają w niebogłosy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy, i rwą gdzie tylko co mogą. Widzimy siebie samych jak w zwierciedle, kiedy czytamy u Horacego owe dawnych Rzymian słowa: troszczcie się nadewszystko naprzód o pieniądze, a po nich dopiero o cnotę. Głos to jest wszystkich od pierwszego do ostatniego lichwiarza: słowa, te powtarzają i mali i starzy, żaki z książkowym w ręku workiem i rachunkową marmurową pod pachą tabliczką. — O cives, cives! quaerenda pecunia primum est virtus post nummos, Haec Janus summus ab imo Prodocet; haec recinunt juvenes dictata senesque, Laevo suspensi loculos tabulamque lacerto. 1. Epist. 1, 53—56. Bo, zdaniem tych praktycznych ludzi, pieniądze to istna bogini, dają posażną żonę, kredyt i przyjaciół, świetne urodzenie i wdzięki: pieniężnego zdobi wymowa i piękność (kto pieniężny ten i wymowny i piękny). — Scilicet uxorem cum dote, fidemque et amicos, Et genus et formam regina Pecunia donat, Ac bene nummatum decorat suadeta Venusque. 1. Epist. 6, 36—38. Jowisz najpierwszy z bogów alboż nie szacował złota, gdy się w nie przemienił i Danai dostał! słusznie więc cenimy ten kruszec On posiadaczom nadaje rozum, wziętość, powagę a nawet wdzięki. On dzielniej niż stawa wieńczy i wznosi, a gdzie błyśnie wszystko oświeca. (Micyl u Łucjana w rozmowie Sen — Micyl i kogut.) Z tej przyczyny i wiara największy odniosła tryumf, z którą wątpię, czy wiara jakiejby nie była religji, iść może w porównanie, bo dziś nie tylko na nikczemny, niby miedny kruszec, ale i na najlichszy podarty, poćwiertowany, zatłuszczony, ledwo czytelny i owinięty w pieluchy szpargalik, każdy z niezachwianą wiarą, uderzony nadpisem, pogląda jak na istne srebro lub złoto. Dzięki też tej prawdziwej oświacie, temu naszemu bóstwu postępowi, nie ma już dziś tych tetrycznych i zazdrosnych mężów, co to, jak niegdyś smok, złote hesperyjskie jabłka, strzegli dotychczas argusowemi oczami wdzięków swych młodych żon, a nieraz, jak pies leżący na sianie, i sami ich nie używali i drugim do nich wzbraniali przystępu. Dziś mąż zadowolony zaszczytem tego poważnego miana, dającego mu w społeczności pierwszeństwo i przewagę, niedroży się już z wdziękami swej miluchnej żony, nie broni ich, nie mówię już dla zwierzchnika, za co cześć jemu, ale nawet i dla przyjaciela, a dla drugich z nieprzebranej swej dobroci i ludzkości już sama żona hojnie je szafuje, właśnie jak owe ucywilizowane wyższego tonu Rzymianki, tylko nie przykładem ich dorywczo i zgasiwszy świece, i kiedy mąż zajęty czarą, jak mówi Horacy (Od: ks. 3. Oda b), ale już otwarcie w obec świadków i w oczach samego męża (trzy obecne panie dały oznaki swego zadowolenia). Dziewice te z niemowlęcych już lat i, że tak powiem, z pieluch, uczą się, a uczą wszystkiego i muzyki i tańców i zalotów i żartów, żeby, gdy dojdą dojrzałości z częścią dopisać godności płci swojej, jak mówi Horacy: Motus doceri gaudet Jonicos Matura virgo et fingitur artibus: Jam nunc et incestos amores De tenero meditatur ungui: Mox juniores quaerit ad ulteros Inter mariti vina, neque deligit, cui donet inpermissa raptim Gaudia luminibus remotis. Ibid.; a i młodzież też nasza pogmyrzywszy i pobudziwszy się chwilkę nad książką, ochoczo bierze się do kieliszka, bilardu, kart i czy chcesz w preferansika, mołczankę, pałki lub stosika, wszędzie zadziwia i niemal zdumiewa swoją biegłością i zręcznością, jak ów Horacego dobrze wychowany młodzian ludere doctior, seu graeco jubeas trucho, seu malis vetita legibus alex. Od ks. 3. oda 24. w 57. nn.; traktjery, cukiernie, kawiarnie bilardowe, sale i domy nocnych uścisków i pieszczot, są to jej świątynie, w których szuka muz swoich i hojne im składa ofiary. A cóż mówić o owem porównaniu dziś stanów pochodzącem zapewne z dobrze pojętej prawdziwej chrześcjanskiej miłości. Ów złowrogi przedział, jaki otychczas na nieprzyjazne sobie obozy dzielił stany, znikł bodaj na zawsze i już więcej nie wróci; poszły dziś w niepamięć świetne tytuły i herby i najwyższe godności, pleśnieją i butwieją przywileje, bo już odżyły swój czas; dziś w obec ludzkości wszyscy są równi i wzgardzona dotąd brudna kucharka nieraz dziś dzieli łoże najwyższego dygnitarza, śród najczulszych uścisków odbiera hołdy jego miłości, przelewając czasem i świetność krwi jego w swoje potomstwo. Nie dziw więc, że w skutek tak szeroko rozlanej oświaty okrzesały się, złagodniały i ogładziły nasze obyczaje, zaszczepiły się i zakwitły prawdziwe społeczne cnoty miłości i wdzięczności; bo co dawniej zbywano, nie mówię już z obowiązku wypływające usługi, ale nawet i prawdziwe dobrodziejstwa lada jakiemi fraszkami, datkiem nieraz jakichś bredni, a czasem tylko owoców, że nie powiem kartofli i kapusty, a rzadko kiedy niekiedy lichego grosza, dziś prawdziwa wdzięczność, zwłaszcza ku zwierzchnikom, objawia się, jak i słuszna, paczkami tęczowych oznaków. Że nie wspomnę o innych, bo i czyż podobna wszystkie wyliczyć, oto są wynalazki, oto są zdobycze na drodze postępu, to prawdziwe udoskonalenie i uszlachetnienie człowieka, którego pozazdroszczą i najpóźniejsze wieki. Mimo tak olbrzymi, a może i ostatni krok, bo i czegóż nam już więcej brakuje, jaki w obecnym czasie zrobiła oświata, wielu i na nieszczęście bardzo jeszcze wielu z was nie umie z niej korzystać. I wy, panowie, dbacie jeszcze nie wiem o jakieś tam nauki swych dzieci, które kosztując dla nich długiego piekielnego mozołu, a wam z ujmą prawdziwych życia słodyczy, niezmiernego i marnie rzuconego wydatku, wątpię by się na co w życiu przydały, a przynajmniej przyłożyły się do jego uprzyjemnienia. Ale grubo się mylicie i zwichnione mieć musicie pojęcie o prawdziwej oświacie. Jeżeli wszystkie nasze usiłowania, wszystkie zabiegi i dążności ten cel mieć powinny, aby, ile można, uprzyjemnić, osłodzić tę nieszczęsną naszę na tym padole płaczu pielgrzymkę, powiedźcie mi, proszę, na cóż się przyda wiedzieć naprzykład z jeografii, tej prawdziwie godnej furmanów nauki, wszystkie kraje i okolice, w których wam i być nigdy się nie zdarzy, chyba tylko dla tego, żeby wiedzieć, gdzie rośnie wanilia, ale wszakże są prawdziwi przyjaciele i dobroczyńcy ludzkości, którzy nam jej aż nadto dostarczają, na cóż, powiadam, znać tyle i w takich szczegółach zamorskich stron, do których jak mówią, nigdy i kruk waszych nie zaniesie kości, a gdyby się wam i zechciało zajrzeć do nich, nie możecie inaczej jak się narażając na niebezpieczeństwo morskiej żeglugi. Nie traćcie tego z pamięci, że i najzawołańsi krajoznawcy, czyli jeografowie, najwięksi, że ich słusznie tak nazwę uczeni awanturnicy, mimo całą swoję mniemaną uczoność, musieli i muszą sami w tej mierze zawsze się spuszczać i polegać na znajomości i doświadczeniu ostatnich furmanów i majtków, którym przeto czyż niesprawiedliwie należy się pierwszeństwo w znajomości krajów, chociaż nigdy się nie uczyli jeografji, a nawet jej imienia nie znają, a bez których przysług i, marzcie sobie, wiele chcecie, a skończycie tylko na marzeniach i nigdy się nie dostaniecie do tego mniemanego edenu, do owych obiecanych krajów roskoszy. Cóż za korzyść z tej, nie mówię już tak szumnie nazywanej wyższej matematyki, gdzie najważniejszą, ale głupią i śmieszną grają rolę jakieś tylko hieroglify i litery bez sensu, jakieś iksy i greckie y, ale nawet i z prostej arytmetyki; czyż te płonne pędzania liter i liczbowych znaków po tablicy przyprawiły choć lichy barszcz komu, i dorzuciły choć grosz do sakiewki, kiedy przeciwnie podsiębiorcy, liweranci, kupcy a nieraz i urzędnicy, z pomocą tylko palców umieli sobie nazbierać i zliczyć całe swoje krocie. Do czegoż fizyka, astronomia i umiejętność niby zgadywania pogody, kiedy prosty wieśniak z humoru i ruchu domowych swych bydląt, ba nawet nieraz samych tylko świń, często pewniej jej zmianę przepowiedział, niż najzawołańszy astronom z całym rynsztunkiem dziwnych jakichsiś, że nie rzekędziwacznych i potwornych, swoich narzędzi. Cóż po agronomji, kiedy i każdy chłop wie dobrze, że nie zaprawiwszy ziemię nawozem, chleba z niej jeść nie będziesz. A ta znowu historja naturalna, osobliwie obrzydliwych owadów, rozpatrująca rojące się robactwo w miejscach, do których nie zatknąwszy nosa i zajrzeć nie można, cóż z sobą przynosi króm największej ckliwości, obrzydzenia i odrazy? Na cóż gramatyka, zabijająca tylko najlepsze młodocianego umysłu zdolności, a szczególniej pamięć, tak że nieraz zaprzątniona nią głowa zapomina nie tylko ojca i matkę, ale nawet zaspokojenie i najpierwszych życia potrzeb, a przytem, na prawdziwe jakby ukaranie i męczarnią, gramatyka tylu razem języków, takich nawet, któremi już dzisiaj i nie mówią ludzie, z których naprzód żadnego nie nauczą dokładnie, a powtóre i do czegożby się one przydały, kiedy język serca jest inny, nie dający się ująć w wyrazy i każdemu, by najlichszemu szewcowi lub kucharce, mimo różność ojczyzny i mowy, dobrze zrozumiały? Na cóż nauka wymowy, kiedy uczucia serca same przez się i bez języka są wymowniejsze od wszelkich retorycznych figur i ozdób? Kiedy wreszcie człowiek otrzymawszy od Twórcy dar mowy, otrzymał razem i zdolność wyrażania swych myśli? Pocóż poezja, w której prócz brzmiących, dźwięcznych, w pewne formy i szyk ujętych wyrazów, wątpię, czy się spotkacie z jaką ważną myślą, bo w niej ster trzymają czyste marzenia, że nie powiem obłąkanie. Ale doczegóż mam dowodzić wam prawdy jaśniejszej od słońca? o której, jak się spodziewam i sami w gruncie przekonani jesteście, i że oddając swe dzieci na nauki, uwodzicie się tylko zgubną modą. Nie przeczę wreszcie, że w tych szkolnych więzieniach, po długich i mozolnych trudach i męczarniach, dzieci wasze może się nakoniec i nauczą rozprawiać, a nawet gładko i układnie pisać, ale czyż o tem, co osładza życie, albo czyż po tylu napróżno a okrutnie zabitych najpiękniejszych latach, bo samej wiośnie życia, potrafią w społeczności zwrócić na siebie oczki płci pięknej, czy będą w stanie należne jej oddawać hołdy i palić kadzidła, czy której posażnej panienieczki zdobędą rękę, by potem wolni od piekielnych trosk utrzymania nędznego tego bytu swojego, mogli się prawdziwie w roskoszy rozpływać i nią się napawać, a przejęci chrześcijańską bez granic miłością, nie zaryglują swego serca i dla drugich, bo bez tego, zawierzcie memu doświadczeniu, jest to nie żyć ale codzień umierać? (głośne oklaski ze strony uczniów); czy przeciwnie skazani będą, jak ja, ustawicznie pędzić życie kukawki, co to swoje jaja w cudze tylko zawsze składa gniazda. Zwracam teraz moję mowę do ciebie wybrana, kochana młodzieży, nadziejo przyszłego pokolenia, przeniknij się tą prawdą, że gdyby żyć prawdziwie, trzeba żyć umieć, już starożytni mówili życie krótkie ale sztuka długa i nielada vita brevis, ars longa, a umiejąc żyć tylko i żyć, a takiej życia umiejętności nie wysmażysz ty z tych nudnych i jałowych nauk, raczej andronów, któremi dotąd, zapewne przez najgrubszą niewiadomość, dręczono młodociane umysły, a które już niejednego, bez zakosztowania słodyczy życia przed czasem wtrąciły do grobu. Pomnij, że wtedy tylko będziesz szczęśliwą i panią ubiegłego dnia, kiedy w końcu jego będziesz mogła z Horacjuszem powiedzieć do siebie: dziś użyłam życia, a jutro niech sobie Jowisz by i piorunującemi chmurami zasępi niebo, ale, jakby nie wszechmocny, już nie przerobi tego, co minęło, i nie odbierze mi tego, com użyła; ille potens sui Laetusque deget, milicet in diem dixisse, Vixi: eras vel atra Nube polum pater occupato, Vel sole puro; non tamen irritum, Quodcunque retro est, efficiet, neque Diffinget infectumque reddet Quod fugiens sunel hora vexit, ks. 3. od. 29. w 42. nn. A jeżeli w ludzkiem życiu najważniejszą rzecz stanowi doświadczenie, nabycie zaś jego kosztuje wiele mozołu, przykrości i ofiar, pewnie go nie nabędziesz z tych jałowych i próżnych nauk, bo one nie uczą łączyć korzyść z roskoszą, utile dulci, ale porzuciwszy te gramatyki, algebry, historje, fizyki, wymowy i poezje, czytaj raczej, że ci z mnóstwa niezliczonych wskażę tylko jednego, czytaj, mówię, pisma niezrównanego, nieśmiertelnego Pawła de Koka, w nich bez najmniejszego z twej strony kosztu, bez narażenia się na niebespieczeństwo suchot i ślepoty, jakie zwyczajne nauki niosą z sobą w zysku, wyczerpniesz ty naukę prawdziwego życia. Niemowlęce ty jeszcze stawisz kroki na ciernistej drodze żywota, zawierz tedy w końcu z całem zaufaniem memu doświadczeniu i prze-wodnictwu, mnie, mówię, na którego i rząd i sumienie wkładają obowiązek nauczyć ciebie jak żyć potrzeba, żeby nie umierać codzień. Ja cię zaprowadzę do owego przybytku prawdziwej życia nauki, do którego cię po szkołach mylnemi dotąd prowadzono manowcami. Wreszcie matki wasze i ojcowie, przekonawszy się własnem, acz gorżkiem, doświadczeniem, jak wszystko w życiu, prócz samego życia, jest marnem, posłużą ci pewnie swoim przykładem i t. p. (Głośne oklaski). W końcu mówca chcąc zgrać rolę Demostenesa, zakończył swoją mowę wyrazem dixi. A że przydłuższą tę mowę przeplatał dla popisu francuzczyzną, której lubo nie posiadał należycie, a nawet ją barbarzyńsko wymawiając strasznie kaleczył, lubił jednak z nią występować i w potocznej rozmowie, gdy jeden ze słuchaczy do obok siedzącego rodowitego Francuza, w te się odezwał słowa: szkoda żeś pan nie rozumiał tego, co ten złotousty mówił w swoim języku, Francuz trafnie, choć uszczypliwie, odpowiedział: co mówił on w swoim języku, wszystko rozumiałem, ale co mówił po francuzku zgoła niczego pojąć nie mogłem. Po wyjściu z sali oczarowani słuchacze wymową nowego Demostenesa zapytywali jeden drugiego, o czem mówca mówił i do czego zmierzał, tu znowu ktoś odpowiedział: jużci o pożytku i zamiłowaniu nauk, jak przystało na przewodnika szkoły, ale drugi na to odparł: mowy jego nie tak ciasne były ramki, mówił on bowiem o wszystkiem, jak człowiek uniwersalny, de omnibus rebus et quibusdam aliis. Mowa jego wszakże pożądany miała skutek, bo odtąd młodzież idąc za jego przykładem i pomna na zbawienne dane przestrogi z całym zapałem wrzącej młodości rzuciła się w odmęt życia, a ceniąc przy tem nadewszystko zdrowie ciągle miała do czynienia z lekarzami, chirurgami i apteką, do klas zaś zamiast szkolnych książek wszelkiej barwy nosiła romanse i niechcąc marnie tracić czasu pilnie się w czasie lekcyj zajmowała ich czytaniem. Nie mniej ciekawa jest mowa nauczyciela przy uroczystem otwarciu gimnazjum i szkół powiatowych w Wilnie 1833 r. 1. września, a umieszczona w ówczesnym kurjerze litewskim w Nr. 113 pod d. 25. września. - ↑ których było wszystkiego trzy, i te jego, jako nieżonatego, faworytki.
- ↑ Przypiął tu wyrazy Tacyta (Histor. lib. 1. c. 1.) nieco przekręciwszy: Rara temporum felicitate, ubi sentire, quae velis, et quae sentias, dicere licet. Rzeczywiście dowiódł tego swoim zarządem, a ci, co byli pod jego zwierzchnictwem popamiętają go i nigdy nie zapomną, dał się bowiem dobrze we znaki przez swój płochy, pajacowski i bezsumienny charakter, którego, że już był w latach zmienić nie był w stanie.
- ↑ Owidy pisał o sztuce kochania czyli podobania się — de arte amandi — tudzież lekarstwo na miłość — remedia amoris — i o kosmetykach czyli upiększeniu twarzy — medicamina faciei.
- ↑ W tych bowiem zazwyczaj najwięcej jest pochlebstw, mało prawdy a najmniej pożytku. Stawny jest w rzymskiej literaturze panegiryk mówiony w rzymskim senacie Trojanowi przez Pliniusza młodszego; a że jest przydługi i od początku do końca pełen wyszukanej wymowy, jeden krytyk dał o nim takie krytyczne zdanie: „trudno wyrzec, czemu się tu bardziej dziwić należy, czy talentowi mówcy, który z tak świetną wymową tak długi napisał panegiryk, czy cierpliwości Trajana, że mógł go do końca wysłuchać“. Zaiste dziwić się przychodzi, z jakim czołem mogą słuchać królowie sypane sobie w oczy pochlebstwa i kłamane pochwały, i trudno powiedzieć, czy w tym razie nikczemniejszy jest ten, co takie pochwały przyjmuje z zadowolnieniem, a nawet dumą, jakby sprawiedliwe, czy ten, co je bezczelnie zmyśla i wygaduje nie zakrywszy oczu.
- ↑ Za czasów Erazma wielu starało się w swoich mowach skłonić panujących do nowej przeciw Turkom krucjaty, celem wyrzucenia ich z Europy i wydarcia z ich rąk ziemi świętej, a pod tym pretekstem samym obłowienia się pieniędzmi. I dziś jeszcze ze wszech stron dają się słyszeć sprawiedliwe poniekąd na to utyskiwania, ale na nieszczęście krzyżujące się widoki i interesa główniejszych państw podtrzymują i żywią ten istny polityczny wrzód cywilizacji i już nieraz to jabłko niezgody było powodem zażartej wojny, a w skutek jej przelewu tylko krwi chrześcjańskiej i wyczerpania skarbu. Czy nie byłoby lepiej zachęcać raczej chrześcjan do wojny przeciw występkom i zbrodniom, które mimo świętość chrześciańskiej religji, tak się szeroko rozgnieździły i coraz głębiej wkorzeniają się i szerzą we wszystkich warstwach społeczności.
- ↑ Ma tu na myśli wróżbitów, astrologów, a szczególniej, jak się zdaje, znakomitego ówczesnego astronoma, profesora matematyki w Tubindze, Stoeflera, który w wydanych astronomicznych swoich postrzeleniach i zagmatwanych wyrachowaniach przepowiedziawszy mający się wkrótce powtórzyć powszechny potop, takiej trwogi nabawił całą Europę i nawet najoświeceńszych owego czasu ludzi, że we Francji wielu dostało pomieszania zmysłów, a mieszkańcy Tuluzy, z porady Oriola profesora kanonicznego prawa tamże, dla uratowania ludzkiego rodzaju od zupełnej zagłady zbudowali arkę podobną do arki Noego.
- ↑ W originale o koziej wełnie, jak u Hor. ks. 1. List 18, 15. jak u Demostenesa o cieniu osła, przysłowie to jest o rzeczy nic nieznaczącej, niewartej uwagi, któremu, zda mi się, dobrze odpowiadają nasze o niebieskich migdałach — lub o żelaznym wilku. Stosuje zaś to Erazm do pustych ówczesnych teologicznych sporów, kiedy się spierano o takie drobnostki i rzeczy, a jeszcze się i teraz spierają, których i sami teologowie dobrze nie rozumieli, jak np. jak Chrystus Pan składał palce, gdy lud błogosławił; czy Eucharystją na kwaśnym czy na praśnym ustanowił chlebie, czy chrzcić należy przez zanurzanie, czy polewanie wodą, czy Duch ś. pochodzi od Ojca, czy też i od Syna i t. p. a w których rzeczach więcej jest ciekawości i sporu, niż pobożności i zbudowania.
- ↑ W originale wyraz grecki Philantia, znaczący to samo co łaciński amor sui, a htórą Horacy nazywa ślepą 1. Od. 18, 14. i bezrozumną, głupią i występną 1. tab. 3, 24. jako matkę dumy, zbyt wysokiego o sobie rozumienia i chełpliwości.
- ↑ Dotyka tu Erazm szumnych, uroczystych, zwyczajem jakby uświęconych tytułów: wielki, najpotężniejszy, najjaśniejszy, jaśnie oświecony i innych, jakie powtarzamy za każdem niemal słowem, zwracając mowę do królów i książąt, lub szanowny, czcigodny, najświętszy, venerabilis, reverendus, sanctissimus, jakiemi uraczamy opatów, biskupów, papieżów.
- ↑ W originale greckie wyrazy πρὸς τὰ ἄλφιτα w 1. mnogiej co do mąki, to jest pokarmu, utrzymania się, wzięte z Chmur Arystofanesa, gdzie czytamy: co mi liczby pomogą do mąki? to jest nie dadzą chleba. Wyrazy te jednak, zdaniem Listrjusza, dopisane kimś na marginesie, niewiadomo kto wtrącił do samego tekstu. Pewnie miano tu na myśli dochody z odpustów, jakie wtedy papież Leon X. ogłosił po całem chrześcjaństwie dla zebrania pieniędzy na dokończenie kościoła ś. Piotra w Rzymie, a które właśnie były powodem Lutrowi do odszczepienia się od katolickiego kościoła i wprowadzenia re-formacji, a panującym podały zręczność zagrabienia dóbr duchownych, bez czego nigdyby nie poparli zamiarów Lutra i niemyśleliby o reformie.
- ↑ Prawie powtórzenie wyrazów Fedra z prologu do trzeciej księgi bajek w. 45. nn.
- ↑ Iuvenalis (Deciusz Junius) z Akwinu, rzymski poeta i ostry satyryk, zbyt uszczypliwie przyganiając swoim rodakom, wielu na siebie oburzył i przez Domicjana skazany na wygnanie do Egiptu, po jego śmierci dopiero wrócił do Rzymu już starcem i żył jeszcze za Adrjana.
- ↑ Ponieważ wprowadza mówiącą uosobioną głupotę, co tylko więc mówi się o królach, papieżach, księżach i innych, chociaż skądinąd więcej żartobliwie i przyjemnie, niż złośliwie i uszczypliwie, nikt się tem nie powinien obrażać, bo to przekonanie nie Erazma, ale głupoty, której wreszcie nagany służą raczej na pochwałę.