swoje karety, wjazd odbywał się przy odgłosie trąb i kotłów. Również towarzyszyli mu gdy na zamek jechał króla powitać. Podkomorzowie nadworni przyjmowali go i wprowadzali do komnaty posłuchalnej, przy której drzwiach cały dwór królewski oczekiwał. Sam król wtedy zstępował z tronu o trzy kroki naprzód, dawał księciu rękę do pocałowania i obok siebie przy tronie sadzał. Takież były same ceremonije i przy odejściu prymasa. Na każdym sejmie raz tylko odbywała się podobna ceremonija, zresztą arcybiskup jak i drudzy senatorowie udawali się na zamek, bez żadnej okazałości. Osobne ustawy zastrzegały, że kto w obecności prymasa nie przystojnie się zachowywał, jak np. do szabli się brał i bluźnił, płacił karę pieniężną. Tylko u prymasa, kiedy bawił w Warszawie, w czasie obiadowej godziny, bito w bęben. Kiedy jechał w mieście poprzedzał go ksiądz krzyż niosący, krucyfer. Dwór chowali prymasi bardzo świetny, przemieszkując zwykle w Skierniewicach, które można powiedzieć było stolicą ich łowickiego księztwa. Ztąd bliżej mieli do stolicy jak z Gniezna i dla tego rzadko odwiedzali Gniezno; dostawszy się na prymasostwo odbywali, później mianowicie, daleko prędzej wjazd do Łowicza, niż do Gniezna. Marszałkiem dworu arcybiskupiego był zawsze jakiś kasztelan częściej drążkowy, nierzadko wojewódzki. Pod nim liczna była służba, która się zwiększała znacznie podczas bezkrólewia. Wtedy inne nawet urzędy nastawały, referendarz, który jak koronny, był u prymasa jakby ministrem stanu, toż kanclerz, który pełnił wszystkie obowiązki kanclerzy koronnych, jak za ostatniego bezkrólewia Młodziejowski. Najświetniejsza epoka naszego prymasowstwa była w XVIII wieku. Wtedy arcybiskup gnieźnieński był w istocie wielkim, świętym kapłanem narodowym. O niego, o hetmana i króla opierało się wszystko: każdy sejmik wojewódzki, każdy trybunał słał do prymasa deputatów z powinszowaniem godności, z hołdem, z powitaniem od szlachty. Każdy nowy prymas przez lat kilka odbierał powinszowania, bo po jego installacyi nie wszędzie sejmiki zebrały się, niewszędzie dochodziły, a każdy musiał dbać o to, by nie uchybić powinności. W Skierniewicach tedy zawsze bawiły tłumy dostojnych gości, senatorowie przyjeżdżali odwiedzić pierwszego księcia, a wśród nich deputaci nieraz z krańców Litwy, z witebskiego i z Ukrainy. Prymas w czasie nieobecności króla podówczas przyjmował korrespondencyje zagraniczne, z ministrami obcemi się znosił. Chociaż i to trzeba powiedzieć, że większy lub mniejszy szacunek dla prymasa często zależał od jego charakteru osobistego, i świetna dostojność nie ratowała od szykan, skoro naród nie lubił za co bądź prymasa. Tak Radziejowskiemu, nawet w czasie bezkrólewia zrucono baldachim z tronu arcybiskupiego, którym się chciał podnieść sam w obliczu całej rzeczypospolitej, w kościele św. Jana w Warszawie. Tegoż prymasa wyroki przeciw bisk. Brzostowskiemu skasował nuncyjusz aczkolwiek niżej stał od niego, jako od kardynała w hijerarchii. Szlachta też nieraz szarpała charakter arcybiskupi w tym prymasie. Z powodu ostatniej nominacyi kardynalskiej w Polsce, na którą wyniesiony był Jan Lipski biskup krakowski, gdy prymas Krz. Szembek unikał go z powodu etykiety, papież następcy Szembeka Komorowskiemu dał prawo używania purpury jak i w ogóle arcybiskupom gnieźnieńskim, który to zwyczaj aż do dziś dnia przetrwał. Ten Komorowski za Stanisława Augusta i Podoski podniesieni byli na prymasostwo z prostych dostojników katedralnych, ztąd chociaż pierwszy był już nominatem biskupem, a drugi referendarzem koronnym, wielkie zgorszenie między biskupami polskiemi. Arcybiskupstwo za czasów polskich szeroko się rozciągało, bo z jednej strony od Koniecpola do Pobiedzisk było mil 54, a z drugiej od Kaszubów do Szląska, mil 50. Należały do niego województwa kaliskie, sieradzkie, łęczyckie i rawskie, zie-
Strona:PL Encyklopedyja powszechna 1860 T2.djvu/130
Wygląd