Strona:PL Eminescu - Wybór poezji i poematów.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jedno we wszystkiem włada, jednością wszystko się wygrywa —
komu się uda, ten wyższy w bycie schód zdobywa;
lękliwi, niepoznani grążą się w ciemności —
jak na powierzchni wód powietrzne bańki mrą w nicości —
los się nie troska wcale o chcenia nasze i roboty,
przewala się nad nami jak burza, wichr i grzmoty.

Choć czciciele, poeci wielbią myśliciela —
— powiedz z ręką na sercu — korzyści stąd wiela — ? —
nieśmiertelność, odpowiesz, byt niechaj się wspina
wokoło drzewa myśli jak pnąca roślina — —
„Kiedyś — marzy — w przyszłości moje wielkie imię
podawane z ust do ust przez wieki zasłynie;
dla wszystkich, dla wieczności trudzę się ogromnie —
najdalsze pokolenia mówić będą o mnie!“ —
Czyliś, człecze, w pamięci gniazdo temu uwił
czegoś zaznał, coś słyszał, coś w swem życiu mówił — ? —
— Zaledwie drzazgi myśli raniące ostały,
taśma zblakłych obrazów, strzęp jakiś spłowiały.
Jeśli więc sam swych dzieci nie znasz, nie znasz siebie —
mająż inni pamiętać? — przyszłość ma znać ciebie — ? —
Może tam kiedyś jakiś szperacz, mól, czy kramarz
odważy twoje książki, zbada twój kałamarz,
opisem twojej składni skrzętnie się potrudzi
i — przetrze okulary, które pył twych ksiąg zabrudzi —
machnie na ciebie ręką — raz jeszcze przygnie się:
skreśli pięć słów o tobie gdzieś na marginesie — —

Możesz zbudować swój świat i zburzyć dłońmi zachłannemi —
— rezultat tego jaki — ? — zaledwie kilka łopat ziemi.
Dłoń co dzierżyła berło, kiedyś się w pył rozsypie w trumnie —
i w czterech deskach zwietrzeje duch, który się nosił dumnie —;