Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przygody Jasia.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nagle stanął, jak wryty w ziemię. Przed nim, tuż przed nim zarysowała się jakaś postać straszna i dziwna. Było to coś, co wyglądało na człowieka olbrzymiego wzrostu, tak olbrzymiego, że ramionami i głową przerastającego najbliższe domki. U dołu widać było czarną suknię, szeroko rozpostartą, wyżej — grube i nadzwyczaj szeroko rozwarte i trzęsące się ramiona, wyżej jeszcze — długą brodę, która w zmroku nawet jak śnieg była białą, najwyżej — głowę, z długimi, białymi i rozwianymi włosami, kołyszącą się w różne strony. Jaś stał i patrzał na olbrzyma bardzo przelękniony, ale też trochę i ciekawy: ktoby to taki być mógł? Słyszał on nawet już i czytywał różne historye o olbrzymach, którzy takiego małego, jak on, chłopczyka, na jednym palcu wygodnie pomieścić mogą. Mówiono mu wprawdzie, że są to bajki i że naprawdę olbrzymi tacy nigdzie na świecie nie istnieją; teraz jednak, wobec dziwnego zjawiska, które miał przed sobą, Jaś pomyślał:
— A może to i nie bajki? Może olbrzymi są naprawdę i mieszkają w sąsiedztwie dziadów? Ale, jeżeli to olbrzym, to on mi nic złego nie zrobi. Olbrzymi bywają najczęściej bardzo dobrzy. Trzeba tylko podejść, grzecznie ukłonić się i poprosić, aby mi przejść pozwolił, kto wie — może jeszcze zlituje się i do domu mię zaprowadzi!
Wszystko to jednak łatwiejszem było do pomyślenia, niż do wykonania. Jaś nie mógł długo zebrać się na dostateczną śmiałość, aż na koniec, gdy silnie już postanowił postąpić naprzód, przechodzień jakiś szybko przesunął się środkiem uliczki, a światło niesionej przezeń latarni szerokim promieniem upadło na tajemniczą, olbrzymią postać. Jaś zobaczył wyraźnie, że nie była ona czem innem, tylko drzewem, drzewem nawet niewysokiem, tuż przy parkanie rosnącem. Cień rzucany przez parkan, wyglądał jak czarna suknia, ramionami olbrzyma były gałęzie, któremi wiatr poruszał, siwą brodą gruby i puszysty nasyp śniegu, a głową wierzchołek osypany też śniegiem i kołyszący się w różne strony pod powiewem wiatru.
Jaś pomyślał teraz, że wziąwszy już raz żywych ludzi za straszne cienie, a drugi raz drzewo za olbrzyma, powinien niczego się nie lękać,