Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stojnik najwyższy, kark opasły nad wodę podnosząc, przepaścistą swą paszczę w dworskim uśmiechu otwierał, zdając się uniżenie do pana swego i jego wybranki przemawiać: «rozkażcie tylko, a wnet, pomimo mej otyłości, do uciesznego tańca wyskoczę!»
Lecz najmilszy z pomiędzy tych wszystkich miłych stworzeń i rzeczy, młody syn Posejdonowego szambelana, stojąc u wejścia do groty, wytwornym gestem Galateę ku niej zapraszał:
— Oto buduar, który na prędce dla ciebie, boska! urządziłem! Wejdź, proszę, kobierzec ten dotknięciem stópek swoich zaszczyć i na tych miękkich posłaniach w objęciu mem spocznij!
Na tę to śliczną grotę Galatea patrzała długo, lecz dłużej jeszcze na postać Akisa delikatną, wypieszczoną, prawie chłopięcą; na oczy jego turkusowe, miłosnem marzeniem omglone, prawie dziecinne; na usta jego ponsowe, wesołe. Patrzała... aż nagle najpiękniejsza purpura wybiegła na zimne dotąd jej wargi, w alabastrach ciała karminowe popłynęły strugi, blade włosy gorącymi zagorzały blaski. Dłońmi o fale uderzyła i szybko, niecierpliwie, z zalotnym wdziękiem ku grocie płynąć zaczęła. Serce jej uderzyło.
Prawie w tej samej chwili pierwszy snop promieni słonecznych z za blednącej jutrzenki wytrysnął i tysiąc świec weselnych zapalił w kryszta-