Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do drzwi przypadła. Nie miałyśmy czasu na nią zawołać, gdyśmy ją przez okno w połowie już dziedzińca zobaczyły. Wygnały ją stąd i teraz pędziły gniew i żałość, a niepodobnaby powiedzieć, które z tych uczuć silniejsze w niej było. Krystyna Mikułowa, niemłoda, poważna, w chacie swojej szczęśliwa matka i gospodyni, która dla sprawy jakiejś tu przyszedłszy, końcowej rozmowy naszej z Maryśką przytomną była, patrząc ku drzwiom, zwolna wstrząsała głową.
— Biedna kobieta! nieprawdaż?
Zwróciłyśmy się do niej z zapytaniem:
— Biedna, to biedna, z wahaniem odpowiedziała, ale Pan Bóg Najwyższy wie co robi...
— Czy uważacie ją za złą kobietę?
— Zła, nie zła... może ona i nic złego nikomu nie zrobiła...
— Więc cóż?
— Ot...
Wahała się widocznie i, po nowem dopiero pytaniu naszem, dodała:
— Plemię pohane...
— Czy i wy, Krystyno, wierzycie w to, że obaj jej mężowie przez nią poumierali?
— Może przez nią, może i nie przez nią... Ten drugi, to pewno nawet nie przez nią, bo młody był chłop, roztropny, statkujący i gospodarski syn... Dziw był tylko, że z taką ożenił się, ale to już ona tak zrobić potrafiła... Czegoby jej, zdaje się, było ze świata go sprowadzać?... Jednakowoż ludzie nie żart jak gadali... Nawet ktościć przed urzędem oskarżył, śledztwo zjeżdżało...