Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tną? Ale cóż robić? Muszę powiedzieć, bo pani jesteś siostrą, więc wiedzieć powinnaś, co z braćmi się dzieje... Pan Bolesław dowiedział się, że starszy brat pani, pan Władysław, w turmie siedzi...
— Już! — syknęła Jadwiga, i nisko pochyliła się naprzód, bo ten cień, tam na podłodze, jakby zakołysał się... Czy tam kto jest?
Chciała wstać, ale nogi jej tak drżały, że znów na krzesło opadła i tylko szepnęła:
— Niech pani ciszej mówi...
Ale Paulina cicho mówić nie umiała. Zniżyła wprawdzie głos, lecz tyle tylko, że nie krzycząc już, trzepała dalej:
— Już to wiadomo, że on takim sobie, pokątnym doradcą był; ale do tego czasu dobrze mu się powodziło, bo słyszę, bardzo sprytny... Ale teraz, słyszę, w łajdacki jakiś interes wlazł... fałszerstwo jakieś czy co? z którego miał wielkie pieniądze zyskać... Tylko, że jakościś łajdactwo odkryli i mach! jego, razem ze wspólnikami, do turmy wpakowali. Sąd, słyszę, będzie bardzo srogi... Mówią tam, że może i do katorgi...
— Jezus, Marya! co to? — krzyknęła Jadwiga, i porwała się na równe nogi, a to samo za nią uczyniła i Paulina, poczem ku drzwiom od przepierzenia rzuciły się obie.
Za temi drzwiami kołyszącego się tam przed chwilą na podłodze cienia nie było, bo pokryła go sobą całkiem, czarną wielką chustą okryta postać kobieca. Bez krzyku, prawie bez stuku, z przeciągłym tylko jękiem, jak drzewo powoli toporem podcinane, chyliła się ona z za ściany, chwiała się, chyliła, aż legła w całej długości rozciągnięta, twarzą ku ziemi!...