Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w którem powstał większy jeszcze, niż przedtem, gwar zmieszanych głosów.
— Iluż nas jest do tańca?
— Sześć osób: trzech kawalerów i trzy damy!
— Mało!
— Aż nadto!
— Jabym cały wieczór z jedną panią tylko tańczył, jak Boga kocham!
— Powiem panu, że nie spodziewałam się, aby pan cudzą narzeczoną bałamucił!
— A czy pan nie wiesz, że koń zatargowany, a panna zaręczona — najdroższe?
— Ślicznie dziękuję za porównanie z koniem!
— Ale jakże będziemy tańczyli, kiedy stół pośrodku pokoju?
— Wynieść stół.
— Dokąd?
— Do sieni!
— We drzwi nie wlezie!
— Wlezie!
— Nie wlezie!
— Już zmierzyłam chustką, wlezie!
— No, to wynośmy!
— Wynośmy!
Lampa na komodzie postawiona, pokój napełnia się wielkim tupotem nóg, trzech mężczyzn i dwie kobiety stół do sieni wynoszą. Jadwiga w obawie, aby maszyna do szycia szwanku nie poniosła, chwyta ją i razem z pudłem wynosi za przepierzenie, gdzie się znalazłszy, śpiesznie stare swoje buciki zmienia na nowsze i grzebieniem matki włosy sobie nad czołem przygładza.
W kilka minut potem, tańczyli już przy siar-