Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Drzewa pod maszynkę przyrzucać... bo ogień słaby... Tam, za piecem, narąbane drzewo leży... Jezus, Marya! plaga egipska! Pieca nie widzisz przed sobą, czy co? No, za piecem, nie poniemiecku mówię, że za piecem..
Z wiązką polan w ramionach Staś zza pieca się wydobył i, przyklęknąwszy, ogień żywo rozpalać zaczął.
— Żeby babunia i poniemiecku do mnie mówiła, tobym zrozumiał. Przecież przez trzy lata obaj z Olesiem u majstra Niemca uczyliśmy się ślusarstwa, a potem, pieszo obeszliśmy całą Kurlandyę i dobry kawał Prus. Pfu! a pfu! a pfu!
Na ogień dmuchał, który też istotnie, jakby pod tchnieniem potężnego miecha, rozpalił się w wielkie płomię.
Powstał z klęczek.
— A teraz co robić?
— Jezus, Marya! Zginienie wieczne! Wyjm z szafki talerze i czystą ściereczką powycieraj. Tam ściereczka wisi... ot, tam... na stołku... cóż, nie widzisz? Mówię, że na stołku! Jezus, Marya! to może i pofrancuzku już teraz umiecie? Panicze z was porobiły się? a? Śmierć, klęska, niedola...
Panicz, talerze ściereczką wycierając, odpowiedział:
Oui, oui, madame, merci, bon jour! Comment vous portez vous! Więcej już nic pofrancuzku nie umiem, ani Oleś. Widzi babunia, ten Niemiec wcale popolsku nie umiał, tośmy u niego ucząc się, a co prawda i wodę mu razem nosząc i drwa rąbiąc, musieli nauczyć się poniemiecku. Ot jak! A po niemieckich krajach chodziliśmy dlatego, że tam rzemio-