przez wichrzycieli, arcyksiążę Maksymilian przybył pod Kraków ze znacznem wojskiem, spodziewając się, że groźbą zmusi Kraków do poddania się. A kiedy groźby i namowy nie skutkowały, postanowił w końcu siłą zdobyć stolicę. W tym celu 23 listopada z Mogiły z całemi siłami zbliżył się do Krakowa, a wybrawszy 1000 najlepszych ze swej piechoty, od strony Garbarskiej szturm gwałtowny przypuścił. Reszta wojska stała w odwodzie pod bronią. Śmiało (Heidensztejn II, 258) i szybko biegli na bój austryacy, a odwaga ich ta tak przeraziła stojących na wałach, że gdy pod mury przyprowadzone zostały armaty, poczęli cofać się w trwodze. Maksymilian tryumfował, — niedługo jednak: Zamojski nadbiegł i sam porwawszy chorągiew, wpadł odważnie na pewnych już zwycięstwa nieprzyjaciół, odpędził atakujących, a zabrawszy ich armaty, przeciw nim takowe skierował[1]. Z wojsk Maksymiliana poległo 1564 głów. Pomimo to siły Maksymiliana były większe od polskich. W obawie więc nowego ataku, Zamojski kazał spalić przedmiejskie zabudowania, w których odparty nieprzyjaciel szukał schronienia.
Wiele bowiem (Grodziński, str. 25) tam mieszkało Niemców, którzy, aby nie stali się zdrajcami, tając nieprzyjaciela, bardzo się obawiano. Zamojski już był dobrze obmyślił, aby kościół z klasztorem cały i bezpieczny od spalenia został, i dla tegoż, któraby kościoła tego od ognia broniła, piechotę był przydał. Ale Łaski, który był porucznikiem jezdnych, czy dla pijaństwa, czy dla heretyctwa, którem był zarażony, nalegał i przymuszał, aby i blizko przyległym kościoła budynkom ogień narzucono, i sam pochwyciwszy głownię gorejącą, wrzucił do domostwa, przytykającego do klasztoru. W mgnieniu oka wiatrem pędzony ogień się rozszerzył i objął płomieniem cały klasztor i kościół. Zamojski, zaledwo o tem się dowiedział, zaraz nadbiegł i z piechotą usiłował zatamować pożar, ale nie było już ratunku. Straszny ogień niedopuszczał przystępu; rozpalone mury pękały i rozpadały się; i w niedługim czasie na miejscu wspaniałej świątyni i okazałego klasztoru pozostały same zgliszcza. Nic nie uratowano; wszystko, co było w klasztorze i kościele, znaczna biblioteka, bogata zakrystya i skarbiec zamożny w kosztowności — wszystko to uległo zniszczeniu. Niepojętym tylko sposobem, zaiste
- ↑ Rzecz godna uwagi, co jeden znakomity człowiek może uczynić. Ciż sami, co już poczęli w trwodze uciekać, gdy przybył Zamojski, przez niego z ucieczki zwróceni do boju, odnieśli najświetniejsze zwycięstwo nad tymi z którymi nawet walczyć nie śmieli.