Św. Barbary, spodziewając się, że strzały z twierdzy ich niedosięgną. Gdy jednak ciągnęli, z bastyonu Św. Jakóba tak byli celnie rażeni, iż „widząc trupa mostem położonego“, jazda, co koń może wyskoczyć, umykała po za mury Św. Barbary, a piechota w bok pomknąwszy w nagłym strachu, rzucając się do Warty w natłoku tonęła, nim na drugą stronę rzeki dostać się mogła. Ochłonąwszy ze strachu Moskale, chyłkiem posuwali się do św. Barbary, a w ślad za nimi niezmierna moc podwód napędzonych włościan szła z furażami, dla litości jednak nad tym ludem nie strzelano do nich z fortecy. Usadowiwszy się u Św. Barbary Moskale, gdy mrok zapadł, poczęli strzelać z armat burzących i z moździerzy bombami dla spalenia klasztoru. Odpowiedziano strzałami z fortecy, a strzały te snadź mocno ich raziły, gdyż nieprzestanny przerazliwy jęk rannych z ogrodu Św. Barbary, aż do fortecy dochodził. Jednocześnie sypali szańce przy drodze do Św. Barbary, chcieli także toż samo i w Nowej Częstochowie uczynić, ale pożar tam wszczęty, w którym pół miasta zgorzało, stał im na przeszkodzie.
D. 2 stycznia. Nad rankiem z fortecy postrzeżono przy kościele Św. Barbary usypaną bateryę o 9 koszach, gdzie ustawiwszy armaty i moździerze od godziny 7 zrana tak ustawicznie Moskale strzelali, że kula niemal kulę, bomba bombę goniła; pukawka ta jednak żadnej szkody nie wyrządziła; gdy zaś z fortecy poczęto strzelać (mieli tu wprawnych puszkarzy) a w ślad zatem wypadła wycieczka, która aż za szańce forpoczty moskiewskie poprzepędzała, tylu Moskali pobito, że trupa kilkanaście wozów naładowanych zawieziono pod figurę Św. Rocha, innych zaś do rzeki Warty wrzucano. A gdy się ściemniło, kapela na wieży ku czci i chwale Matki Bożej
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/90
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.