Moskale wiedząc o silnej pozycyi tej i o dzielności Puławskiego, długo nie śmieli próbować jej zdobycia tembardziej, że mniejsze forteczki jak Lanckorona i Bóbrka oparły się ich atakom. Był jednak w wojsku moskiewskiem Drewicz, wpierw służący w wojsku pruskiem, uważany za zdolnego dowódzcę — ten, łakomy na skarbiec Częstochowski, podjął się zdobycia Częstochowy, obiecując Wejmarowi, głównodowodzącemu wojskami moskiewskiemi w Polsce, że we trzy godziny dostanie ten „kurnik“; takiem mianem pogardliwem zwał twierdzę Częstochowską. Ściągnięto więc ze wszystkich stron oddziały moskiewskie i powierzono nad nimi dowództwo Drewiczowi, wyprawując go do Częstochowy. Znaczne były to siły, i ciągle w pomoc przysyłano ks. Galicyna, Szuwałowa, a nawet i Suwarów tu się zjawiał.[1] Prusacy za pieniądze dostarczyli Drewiczowi z arsenału wrocławskiego armat i rynsztunku wojennego — prochu, kul, bomb, i zdolnych puszkarzy nadesłali. A co osobliwsza, sprowadził był Drewicz z Berlina nawet złotników i jubilerów do taksowania klejnotów i sreber częstochowskich, jakby je już miał w ręku. (Kitowicz str. 197 wydanie poznańskie). Przybywszy do Częstochowy, w zarozumiałości swej wezwał Puławskiego do niezwłocznego poddania się, obiecując za to łaskę cesarzowej i generalstwo moskiewskie; w przeciwnym zaś razie, grożąc, że gdy szturmem zdobędzie twierdzę, bez żadnego miłosierdzia męczyć go
- ↑ Drewicz jako luter, śmiał się z ks. Galicyna i Suwarowa, że oni zdala patrząc na Jasną Górę — modlili się do Cudownego Obrazu Matki Bożej, i bili pokłony; i oskarżał ich przed Wejmarem, że z powodu swego religijnego usposobienia nie szczerze tu walczyli, i oni i pod ich komendą zostający, i że z tego powodu nie mógł zdobyć Jasnej Góry.