jedną wyświadczyła była klasztorowi przysługę. Gdy tedy jako poseł z listem Kordeckiego stanęła przed forpocztami szwedzkiemi, z szyderczym śmiechem odprowadzoną została do Millera. Odpisał już nie Miller, ale w jego imieniu Wejhard Wrzeszczowic, żądając, żeby bezzwłocznie przysłał klasztor zapewnienie, że po skończonej uroczystości niezwłocznie w ślad za tem się podda. Na to Kordecki już nie odpowiadał, lecz całą noc gotował się do obrony. Wszędzie był: na wałach, przy armacie, pomiędzy stróżami, w arsenale i w kościele. Wszędzie zapał święty, jakim był natchniony, wlewał we wszystkich, zalecając czuwanie i poświęcenie się dla obrony miejsca świętego.
Wielki tymczasem słychać było w obozie szwedzkim ruch i gwar; porozpalano ognie wokoło, koczujące przy nich gromady zbrojnych przy płomieniach wśród ciemnej nocy jak dyabły wyglądały; szczęk przenoszonej broni, skrzypienie kół wiezionych dział do nowych bateryj, krzyki, wołania — wszystko zapowiadało niezawodny a straszny co chwila napad.
Tak noc przeszła — aż do południa.
O samem południu (25 grudnia) zaledwo skończyło się nabożeństwo, zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały w mury klasztorne, że przedziurawiwszy takowe, wśród kurzawy po kurytarzach, tu i ówdzie odbijając się od ścian, z przeraźliwym świstem latały. Najwięcej rzucał Szwed pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych i prochem wypełnionych. Wszakże ani ognia wzniecić, ani ludziom szkodzić nie zdołał. Kordecki z Zamojskim i Czarnieckim wszędzie na murach byli obecni, wszędzie pierwsi przykład odwagi i zimnej krwi dawali; żarliwem upomnieniem wlewali zapał w serca
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/59
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.