leżycie umocnił. Gdy więc i tu, pomimo największego wysiłku, nic nie wskórał, począł znowu namawiać oblężonych do poddania się, ale Kordecki i teraz, jak i przedtem, odpowiedział, że w rzeczy tak wielkiej wagi trzeba dłuższego namysłu.
Tymczasem źle odzianym Szwedom wzmagające się coraz bardziej mrozy dotkliwie dokuczały. Poczęli więc dla rozgrzania się w długich zimowych nocach palić ognie, i tem samem wskazywali swoje stanowiska i wystawiali się na pociski. Jasnogórscy bowiem, korzystając z tej sposobności, strzelali do tych ogni, przy których zbierali się Szwedzi, i tem zmuszali ich, że dla ocalenia życia musieli wyrzec się grzania i marznąć od zimna.
Kordecki wnosząc, że srożące się mrozy zmuszą Szwedów do przyspieszenia ostatecznego napadu, tem bardziej przygotowywał się do obrony. Kazał przysposabiać maczugi nabite gwoździami, drągi osadzać żelazem, znosić kamienie wielkie dla tłuczenia włażących na mury, gromadzić rumowiska, kosze napełnione ziemią dla zapychania mogących nastąpić w murach wyłomów.
Tymczasem strzelanie z obu stron nie ustawało, a pod wieczór trafny strzał ze śmigownicy, skierowany do stanowiska Millera, kładącego się spać jego siostrzeńca w brzuch kulą ugodził i na łożu wuja trupem położył. Przypadek ten byłby samego Millera spotkał, gdyby nie to, że ustąpił był swego łóżka siostrzeńcowi. Ciało z wydartemi wnętrznościami okropny przedstawiało widok. Nie wstrzymało to jednak Millera, lecz pobudziło go do większej jeszcze zawziętości. Jakoż nazajutrz o świcie postrzeżono z klasztoru, że pomimo gęstych strzałów z fortecy, ustawili byli Szwedzi podczas nocy w nowym szańcu niezmiernej wielkości działo, nieopodal murów.
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/52
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.