Wnet też gradem poleciały pociski i kule ogniste, druzgocząc belki i wiązania dachów, a pozwijane kłęby konopi, oblane smołą i żywicą, rozniecały płomienie. Nie odejmowało to jednak odwagi obrońcom miejsca świętego, owszem zapalało jeszcze bardziej ich śmiałość i poświęcenie się. Po dachach rozstawiona straż gasiła ogień bombami wzniecany, a stojący na murach z zapałem nadzwyczajnego męztwa odpierali gwałtowne szturmy. Dodawało odwagi obrońcom jeszcze i to, że z podziwem widzieli, jak wiele pocisków padało bezskutecznie; niektóre lekko tylko dotykały murów, inne od dachówek się odbiwszy i nie sprawiwszy żadnej szkody, odskakiwały nazad; inne wreszcie przelatywały górą po nad klasztor i z przeciwnej strony szturmujących Szwedów srodze raziły.
Tymczasem w chwili, kiedy najgwałtowniejsze strzelanie i szturmy rozwścieklonych Szwedów, jakby piekła wyziewem zda się chciały za jednym razem pochłonąć i pożreć Jasną Górę — nagle z góry po nad głowami walczących jakby z nieba zabrzmiała muzyka tonami podniesionemi i wzniósł się śpiew hymnu do Boga Rodzicy. Było to dziełem kościelnej orkiestry, która z własnego pomysłu wstąpiła na najwyższą galeryę wieży i zaintonowała pieśń świętą. Słodka harmonia przy strasznym a nieustannym huku dział wlewając w serca niebieską pociechę, podnosiła ufność w Bogu i dodawała odwagi. Jakoż odtąd weszło w zwyczaj w ten sposób osładzać sobie niedolę, i straszliwe a blużniercze wrzaski srożących się Szwedów przytłumiać.
Rozdrażniony Szwed oporem Paulinów, a nadewszystko odgłosy muzyki na wieży biorąc za umyślne z niego urąganie, postanowił użyć wszystkich sił dla zbu-
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/41
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.