zważają, że wreszcie gotowi są umrzeć w obronie religii i ojczyzny. Przytem zwrócili jego uwagę, że nachodząc w nocy gwałtownie na klasztor, zaprzeczył tem samem swojej dla miejsca świętego przyjaźni, z jaką się oświadcza. Proszą więc go, że jeśli rzeczywiście jest dla Jasnej Góry życzliwie usposobiony, żeby odszedł sobie spokojnie i niepokoju nie wszczynał. Rozgniewany tą odpowiedzią Wejhard, grożąc klasztorowi zniszczeniem, spalił budynki gospodarskie i z folwarków zabrawszy bydło — odszedł. Było to 18 listopada. Po odejściu Wejharda, Kordecki zebrawszy wszystkich co byli na Jasnej Górze i zachęciwszy ich do wytrwałej nadziei w opiekę nad miejscem świętem Matki Bożej, odprawił solenną Mszę św. i śpiewając suplikacye, odbył uroczystą procesyę z Najświętszym Sakramentem w około murów. Po czem obejrzał uważnie wały, działa, amunicyę i wszelkie zasoby wojenne, każdą rzecz z osobna poświęcił i wyznaczył dla każdego z załogi stanowisko. Zaledwie to skończył, aż o drugiej godzinie przybyli Szwedzi pod dowództwem Burharda Millera w liczbie 9 tysięcy i 19 oblężniczemi działami (przy nich były także dwa pułki polskie pod dowództwem Jana Zbrożka i Seweryna Kalińskiego, pułkownik Sadowski i książę Heski) i wezwał klasztor do niezwłocznego poddania się, grożąc w przeciwnym razie, że zburzy kościół, klasztor i wszystkich każe wymordować bez żadnego miłosierdzia. Gdy jednak razem z tym wezwaniem Szwedzi zająwszy wieś Częstochówkę, folwarki zaczęli rabować i w obronie stawającego gumiennego zabili, nie zdało się Kordeckiemu innym sposobem na wezwanie Szwedów odpowiadać, jak celnymi wystrzałami z dział. Nie spodziewał się Miller takiej odwagi po mnichach, więc pod wieczór przysłał na Jasną Górę
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/38
Wygląd