pychy, nadęty i zuchwały, z kapeluszem na głowie, kroczył po kościele, otoczony swoim orszakiem. Kiedy zaś przyszli do grobowca Łokietka, Starowolski wskazując go, powiedział: »tu leży król Władysław Łokietek, który trzy razy zmuszony był opuszczać Polskę i za każdym wracał, i umarł tu w Krakowie na tronie«. Nie podobało się to królowi szwedzkiemu, z przekąsem więc odrzekł: »ale wasz Jan Kazimierz raz wygnany już więcej nie wróci«. Starowolski, kapłan wielkiej powagi, staruszek, jakoż niedługo i umarł ze zmartwienia, patrząc na profanowanie i obdzieranie kościołów przez Szwedów, wieszczym jakby duchem natchniony, odpowiedział: »któż o tem może wiedzieć: fortuna mutabilis, Deus admirabilis (pomyślność się zmienia, a Bóg mocen cuda {{kor|czynić«.|czynić)«. Zmarszczył się na to król szwedzki i snać go coś tknęło w duszy jakby przeczucie niepewnego jego losu, gdyż kapelusz, w którym dotąd bez względu na świętość miejsca chodził, zdjął z głowy, i już nie chcąc dalej oglądać Katedry, wyszedł nagle, jakby czemś przygnębiony, z kościoła. Kordecki patrzał na to wszystko i słyszał; — co czuł wtedy, co myślał, jakie na niego wywarło to wszystko wrażenie? Katedra, w której cała Polski przeszłość zespoliła się z duchem religijnem, groby królów i znakomitych Polaków, pamięć odbytych tu koronacyj — przejąć musiała Kordeckiego do głębi i duszę jego zespolić z dawną wielkością Polski. O jakżeż gorąco, żałośnie musiał się modlić u grobu św. Stanisława, patrona Polski, jak się musiał za jego przykładem ofiarować na męczeństwo raczej, a nie poddawać Jasnej Góry Szwedom, dla których nic nie było świętego i którzy pomimo zobowiązań, przez samego króla szwedzkiego podpisanych, że nie tkną kościołów — rabowali je, na stajnie obracali, księży mor-
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/36
Wygląd