stała się głośną, wszyscy o niej się dowiedzieli i z całej Polski i z okolicznych krajów pobożni jeszcze liczniejsze niż przedtem zaczęli odbywać do cudownego obrazu pielgrzymki.
I odtąd już spokojnie rozwijało się tu życie religijne aż do pamiętnego na zawsze roku 1655, w którym jeśli z jednej strony groziło Jasnej Górze wielkie niebezpieczeństwo zupełnej zagłady, to znowu z drugiej przesławna, cudowna obrona tego miejsca świętego wzniosła go wobec już nietylko Polski, lecz i świata całego na wieki — wieki na szczyt największej chwały i sławy — zwłaszcza, że ta cudowna obrona cudownie zarazem obroniła i całą Polskę od niechybnej zguby.
Że zaś ta obrona była istotnie cudowną, dosyć tylko zważyć, że była to maleńka forteczka, w której było 70 zakonników, 160 wojskowych (po większej części włościan), 50 szlachty. Oblężona zaś była przez najsławniejsze wówczas w całej Europie wojsko szwedzkie w liczbie 9000 (Kordecki); nadeszło później z Krakowa 1200 i 700 pod dowództwem Wolfa Polaków i napędzonych w wielkiej liczbie włościan i górników z Olkusza; dział 19 (przybyło jeszcze 6 największych), pod dowództwem zdolnego i sławnego w trzydziestoletniej wojnie generała Millera, i nietylko się obroniła, lecz prawie żadnych strat nie poniosła. I co więcej, że i ta szczupła garstka na Jasnej Górze, nie spodziewając się zwycięstwa, upadła była na duchu i chciała się nieraz poddać, i że jeden tylko Kordecki zakonnik przy pomocy tylko Zamojskiego i Czarnieckiego, pokładając niezachwianą ufność w Bogu i Matce Bożej, idąc za przekonaniem, że bez względu na wszystko powinien się bronić, choćby się miał w gruzach kościoła zagrzebać, — zaiste nadprzyrodzoną siłą duszy utrzymał
Strona:PL Edward Nowakowski - Częstochowa w obrazach historycznych.pdf/33
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.