talne przemowy, po których przy odgłosie muzyki ze śpiewami idą do kaplicy przed cudowny obraz Matki Bożej. Otóż, kiedy przybyli ci z Galicyi włościanie, dali znać o sobie, czekając na wyjście na przeciw nich z muzyką Paulinów. Tymczasem Paulini — odpowiedzieli im, że skalanych krwią bratobójczą nie wpuszczą do Jasnej Góry. Nie spodziewali się tego przybyli; gdy nadto postawieni w bramie na straży, wszystkich innych wpuszczali, a galicyjskim zbrodnianom bronili wstępu — strach i przerażenie ogarnęło ich. Zaczęli płakać rzewnie; płacz ten wzmagał się, i wszystkich ogarnął. Jakoś płacz ten był tak okropny, rozpaczny i przeraźliwy — i trwał ciągle, nieustannie, połączony z wołaniem miłosierdzia, litości — przez trzy dni i nocy bez przerwy, że zdawało się sądny dzień nastąpił. Dopiero po trzech dniach wyszli Paulini — po za murami słuchali spowiedzi — poczem wpuścili ich do kościoła, ale bez żadnej muzyki i śpiewów, i niezwłocznie kazali im wracać nazad do domów. Opisujący to, powiada — że niepodobna było nawet słuchać ich rozpaczliwych jęków, niepodobna było także słuchając tego płaczu i samemu nie płakać. Serce się krajało, i zdawało się, że pęknie pod wrażeniem tego strasznego obrazu.
Dawniej, jak już wyżej wspomieniliśmy, był tu kościółek parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Bożej, z drzewa modrzewiowego wystawiony, — a kiedy?