— Nie nad tem, że pani ma sumienie, nie. Pomyślałem sobie tylko, co on mógł w istocie czuć dla pani? A co znaczy broda, którą sobie zapuszcza?
— O tem nic nie wiem. Wiem tylko, że my... ale pocóż panu to wszystko opowiadam? Kim pan jest, mr. Broad?
Amerykanin zachichotał. — Przyjdzie dzień, gdy się pani dowie. Obiecuję pani, że jeżeli można będzie z panią rozsądnie rozmawiać, będzie pani pierwszą, która się o tem dowie... Niech pani traktuje tego młodzieńca dobrze, Lolu.
Nie broniła się przeciw temu, że nazywał ją po imieniu, raczej zjednywało to tajemniczemu człowiekowi jej sympatję.
— I niech pani napisze do mr. Brona, wicenadzorcy więzienia Pentonville, że odwołano panią z miasta i nie będziecie się mogli widzieć w ciągu najbliższych dziesięciu lat.
Lola nie odpowiedziała. Broad pożegnał ją przed drzwiami jej mieszkania. — Jeżeli będzie pani potrzebowała pieniędzy na wyjazd, przyślę pani czek in blanco. Niech mi pani wierzy, nie ma na ziemi drugiego człowieka, któremubym dał czek in blanco.
Lola kiwnęła głową i miała łzy w oczach.
Bliska była załamania się pod brzemieniem, a nikt nie wiedział o tem lepiej od człowieka o sępiej twarzy, który spoglądał za nią, jak wchodziła do mieszkania.
Dom księcia Caux, który przeszedł na własność Maitlanda, zbudowany był z przepychem, nie pytającym o koszta.
Mr. Ezra Maitland siedział we wspaniałym stylowym salonie, rozparty w fotelu Louis XV, ze szklanką piwa przed sobą i grubą fajką glinianą w ustach.