A smutek blady, beznadziejny, szary
Oplata serce w cierni ostrych wieńce,
Hardą mą głowę kornie k’ziemi skłania
I chwile — w wieczność zamienia konania.
Przez kraty okna blask gwiezdny się wkrada
W zmurszałą trumnę — do wilgnej ciemnicy,
Jakby tlejące w kominie igliwa
Skrzy się ten promień gwiazdy bladolicy,
W przestrzeń rzucona — wolna — więc szczęśliwa!...
Może do mojej zaziera świetlicy
W wileńskim dworku?... Żałość serce ściska,
Że mi własnego nie zaznać ogniska!
Szmat ojcowizny wydarły mi wrogi,
Rodzinny zagon wziął mściciel zuchwały,[1]
Wżdy obcy depcą domu mego progi,
I duszę moją rozszarpią w kawały...
Wiję się w męce ucisku i trwogi,
W piorunnych klęskach, jak tur oszalały,
I jak wyklęci, co nadzieję tracą,
Ciskam upiorne pytanie: I za co?...
Za co okrutne smagają mię losy?
Za co mi życia stargano osnowę?...
Znikąd ożywczej nie zaznać mi rosy,
Jeno się piętrzą wzwyż klęski wciąż nowe,
Jeno mi kaźnie gotują i stosy,
Nad żywym pienia sprawują grobowe;
Jeno w sromotnych oszczerstw tłocząc męty,
Wołają zewsząd: Przeklęty!... Przeklęty!...
Jam szukał prawdy, by rozjaśnić mroki,
Badałem haseł świętych tajemnice,
Owe przedwiecznej potęgi wyroki,
I nieukojne wszechdobra tęsknice...
- ↑ Markowszczyzna, rodzinny majątek Łyszczyńskich, zagarnięty został przez stolnika Brzoskę, który Kazimierza Łyszczyńskiego przed sądem zaskarżył o niedowiarstwo.